WYWIADY 

Branford Marsalis – nie nadawajmy pierdołom prestiżu [wywiad] [muzyka] [jazz]

Branford Marsalis to legenda jazzu. Nam opowiada o rasizmie w Ameryce, jazzie w Europie i tym jak głupota podbija świat.

Ile razy byłeś w Polsce?

Branford Marsalis: Niewystarczająco! Chyba z pięć, ale chce mi się tu ciągle wracać.

Dlaczego?

Przez to „coś” – takie „coś”, co macie w sobie, w duszy. Wy to chyba nazywacie „słowiańską duszą”. To trudne do opisania, ale ludzie w tym regionie Europy, i mam tu na myśli i Polskę, i Czechy, i Słowację, a nawet Węgry, mają coś takiego co sprawia, że gra się u was i z wami znakomicie. Żeby zrozumieć o czym mówię, musiałbyś stanąć na scenie i grać.

A jak stoję pośród publiczności to nie wystarcza?

W sumie masz rację – wystarcza. W tym sensie, że ta energia się unosi, wibruje. My gramy, a słuchacze oddają nam tę samą energię. Uwierz mi – nie ma zbyt wielu takich miejsc na świecie.  Wiesz co – to chyba wynika z emocjonalnego uwarunkowania i zdolności przeżywania o wiele większej niż inne nacje.

Paradoks tej sytuacji polega na tym, że mamy niebywałą zdolność odczuwania, a z drugiej strony jesteśmy uprzedzeni i często ksenofobiczni.

Ale myślisz, że na świecie jest inaczej?  Kurwa, nie jest. Dobra, w Stanach rasizm nie jest już tak widoczny, bo w końcu mamy czarnego prezydenta. Nie znaczy to wcale, że rasizm zniknął. Nie, ale nie jest już społecznie akceptowany na taką skalę jak to miało miejsce do końca lat 90. W Europie w ogóle było zabawnie. Nieżyjący już Art Blakey, legenda jazzu i jeden z najwybitniejszych perkusistów w historii, opowiadał anegdotę, jak w latach pięćdziesiątych przyleciał na trasę do Paryża, a tam największą atrakcją dla publiczności było nie to co grali, a to jak wyglądali. Non stop słyszał teksty w stylu – ty patrz, czarny gra na scenie! I czuł się trochę jak w zoo, bo większą atrakcją dla publiczności był kolor skóry, niż muzyka. Kiedy wrócił do Stanów inni muzycy pytali go – powiedz Art to prawda, że Europejczycy kochają jazz? A on odpowiadał – zwykłe pierdolenie, oni przychodzą patrzeć na czarnuchów.

Nie uogólniał? Jazz był niebywale popularny w Europie.

Pewnie, że uogólniał, ale na sto osób, które były na koncercie zapewne siedemdziesiąt przychodziło nie dla muzyki, a z ciekawości. Zresztą, co tu daleko szukać. Jest rok 1994, w Budapeszcie udzielam wywiadu z okazji koncertu Buckshot LeFonque (funkowo-hiphopowy projekt Marsalisa – przyp. red.). Młoda dziennikarka zadała wszystkie pytania i szykuje się do ostatniego – Powiedz co my mamy zrobić z tą waszą czarną muzyką? Zdębiałem. Proszę, żeby powtórzyła jeszcze raz, bo chyba nie rozumiem. Ona powtarza. I dodaje, że – my tu jesteśmy Europejczykami i nie wiem jak odbierać czarną muzykę. Odparłem, że rozumiem iż Węgry, to kraj który dopiero od niedawna ma otwarte granice i zapewne zbyt wielu czarnych jeszcze tu nich nie ma, ale czarni grają muzykę, która wpłynęła na wszystko co słuchamy, a zatem jedyne co może robić, to po prostu słuchać. Chyba coś jej powiedziałem na zasadzie – rozumiem, że Węgry właśnie wyszły z więzienia i uczą się żyć na nowo, ale w byciu czarnym nie ma niczego niezwykłego.

Zapadło ci to w pamięć.

Zapadło, bo nieczęsto słyszysz powiedziane prosto w twarz – i co ja mam z tobą czarny chłopaku zrobić. Ale to były takie czasy – wasza część Europy się zmieniała, rasizm, był częścią odpowiedzi na zmiany. Musiało minąć sporo czasu, żeby się oswoić z tym, że czarni żyją, chodzą po ulicach i grają muzykę. W sumie to nawet nie byłem wtedy zły – zaskoczony, tak. Zaproponowałem pani, żeby poleciała do Londynu albo Paryża, tam jest pełno czarnych i ich muzyki. Ale nie generalizując – kiedy rozmawiamy o rasizmie musimy pamiętać o jednym. Kolor skóry zawsze będzie dzielił społeczeństwo. Normalni ludzie będą zachowywać się normalnie, ci, którym kolor przeszkadza, będą krzyczeć. Od tego czy ich krzyk będzie donośny, zależy postrzeganie rasizmu na świecie. Kiedy Obama wygrał wybory, mój kolega w Paryżu pogratulował mi, mówiąc – nareszcie Ameryka odcięła się od swoich obrzydłych rasistowskich korzeni. Zapytałem – a ilu czarnych macie u siebie w parlamencie? Cisza. Nie było ani jednego. I co? Wy nie byliście nigdy rasistami? Skończ pierdolić i zrozum, że rasizm to nie przypadłość, na którą choruje Ameryka, a teraz nagle ozdrowiała, a zjawisko które jest wszędzie i świat sobie musi z nim radzić. Nie walcząc na ulicach, nie gratulując prezydenta a zachowując zdrowy rozsądek i traktując ludzi równo.

Utopia?

W pewnym sensie tak, ale mnie chodziło o proste rzeczy, takie jak choćby niezwracanie uwagi na rasistowskie odzywki i o nieuogólnianie. Obama wrzuca twitta. Poniżej pojawiają się odpowiedzi: spierdalaj czarnuchu, jeb się murzynie, małpa itp. Mówię teraz o autentycznej sytuacji. Przeczytałem wszystkie twitty. Nie była to przyjemna lektura. Ponad sto wyzwisk. Znajomi mówią do mnie – i widzisz, mówisz, że Ameryka dojrzewa, a masz masę jadu rasistowskiego na twitterze. Przeliczyłem jeszcze raz – sto rasistowskich twittów. I co one znaczą? – zapytałem. Jak to co? – jesteśmy rasistami. Nie – mówię – to znaczy tylko tyle, że na kraj w którym mieszka 300 milionów ludzi, 100 osób uznało, że obrazi czarnego prezydenta. To gówno znaczy. Ale jeśli chcecie uznać, że 100 osób sprawia, że wszyscy jesteśmy rasistami – droga wolna, ale mnie w to nie mieszajcie. Jeśli będziecie krzyczeć, sprawicie, że garstka ludzi stanie się głośna.

Internet daje możliwość popisywania się wyzwiskami.

Stary, jeśli facet, który wymyślił twittera, mówi że jeśli nie potrafisz zawrzeć tego co chcesz powiedzieć w 140 znakach, znaczy, że nie masz nic do powiedzenia, to o czym my rozmawiamy? Znaczy jak – Szekspir? Do bani! Hemingway? Gówno! Itp. itd. Nie nadajmy pierdołom prestiżu, którego nie mają.

Ale musisz przyznać, że media społecznościowe, internet zmieniły sposób odbioru kultury, muzyki…

Zmieniły – to oczywiste. W ogóle dziś z kulturą jest zabawnie. Jeszcze dwie dekady temu „New York Times” publikował wywiady z muzykami, pisał o ważnych wydarzeniach itp. dziś sztuką są głównie aktorzy. Tylko z nimi publikuje się wywiady, tylko oni masowo wyznaczają trendy. Cała sztuka została ograniczona do filmu, bo to sprzedaje się najlepiej. A w ogóle to najlepiej dziś sprzedaje się głupota. Im częściej palniesz coś głupiego, tym zyskujesz większy rozgłos. Patrz jacy dziś muzycy są popularni…

Kayne West, Miley Cyrus, Rhianna?

O właśnie. A co mówi w mediach Kayne West? Pierdoli jak potłuczony same głupoty, tylko po to, żeby było o nim głośno. Powiem więcej – jestem absolutnie przekonany, że West jest mądrym facetem. On po prostu celowo pierdoli publicznie to co pierdoli, żeby media nie traciły nim zainteresowania. I wygrywa. Teraz siedzimy i gadamy o Kayne Westcie! Wygrał – jest najważniejszy.

Czyli co – sztuka to dziś przede wszystkim ilość głupot jakie wypowiemy?

A myślisz, że jest inaczej? To jedna wielka gra. Dziś przestało się liczyć, to co robisz i jakość tego co proponujesz, jako muzyk, a promuje cię i pomaga ci się wybić, to co mówisz, twittujesz itp. Nie wiem czy Kayne West nie wie kto to Beck (słynna afera na rozdaniu nagród Grammy, gdzie West powiedział, że nie wie kim jest Beck i dlaczego dostaje Grammy – przyp. red.), ale wiem, że powiedział, że nie wie kto to Beck, dzięki czemu przez miesiąc pisały o nim wszystkie plotkarskie magazyny.  Myślisz, że media doniosłyby o tym, że West gratuluje wygranej innemu artyście? Nie! Media donoszą o tym co jest kontrowersyjne i durne.

Ale to nie jest wymysł współczesności.

Pewnie, że nie. Madonna przerabiała to już w latach 80. Nie piszą o tobie? Płyta się źle sprzedaje? Pokaż cycka. Znów padła sprzedaż? Zacznij się całować z dziewczynami. Tak kochani, Madonna była pierwszą kobietą w historii ludzkości, która pocałowała inną kobietę – musimy o tym dyskutować. Wiesz co jest najzabawniejsze – kiedy już rozbierzesz się do rosołu, pokażesz w mediach cipkę i wszystko co masz, one automatycznie tracą tobą zainteresowanie. Madonna to przeżyła jakiś czas temu, teraz przeżywa to Miley Cyrus. Popkultura to zamknięty krąg pewnych zachowań.

Madonna dziś jest stawiana za wzór promocji.

Był jeden wielki reżyser, który nakręcił dawno temu pewien film, który mówi wszystko o kulturze masowej i tym jakimi prawami się ona rządzi. Od tamtej pory nic się nie zmieniło. To był taki film o starzejącej się gwieździe, która zabija pewnego faceta w basenie i znów staje się znana. Nosił tytuł „Bulwar zachodzącego słońca” – i to jest pieprzone arcydzieło, które podsumowuje cały showbiznes. To jest właśnie Madonna. Chyba w 1993 roku byłem na jej koncercie. Wtedy clue występu wyglądało tak, że Madonna masturbuje się na wielkim łóżku. Jakaś młoda dziewczyna do mnie podbiegła i mówi – o matko, czy pan kiedyś coś takiego wiedział? Zgodnie z prawdą odparłem – tak, owszem i w lepszym wykonaniu.  A przypomniało mi się to z jednego powodu. Nie wiem jak w Polsce, ale w Stanach cierpimy na pewną chorobę, która nazywa się ignorancja. Młode pokolenia nie chcą i nie znają historii. Nie wiedzą, że coś już było, że to co robi Cyrus to tylko skok na ich kasę powielający skok na kasę fanów Madonny itp. Nie wyciągamy wniosków z historii, cały czas za to dajemy się nabijać w butelkę, a interent to potęguje, bo jest powszechnie dostępny.

A jak ty się w tym znajdujesz? Był taki czas, że byłeś absolutnie na szczycie. Grałeś z Milesem,  Stingiem, Public Enemy, Tiną Turner…

A teraz nie gram i mam na wszystko wyjebane. Stary w tym wszystkim chodzi o to, żeby znać swoje miejsce i nie robić niczego na siłę. Miałem w życiu taki okres, że wyżej wznieść się nie da. Co robię teraz? Gram. Jeśli kiedyś w przyszłości wrócę na szczyty szczytów – to wrócę. Ale nie spędza mi to snu z powiek. Teraz wypiję drinka, potem pójdę na próbę. Zagram koncert, wrócę do Stanów i będę robił swoje. I tyle.

Spike Lee mi się przypomniał i jego film „Rób, co należy”.

I bardzo dobrze ci się przypomniał. Spike to znakomity gość, zresztą wiesz, że nagrałem muzykę do tego filmu?

Wiem – dlatego mi się przypomniał.

Widzisz, bo w tym całym pierdolonym amoku współczesności, rzeczą o której wszyscy zapominają jest właśnie to o czym mówił Spike Lee  – w życiu trzeba robić, co do nas należy, a ocenę zostawić potomnym. Pierdolić schlebianie i przypodobywanie się innym. Robić swoje – i robić to dobrze.

Milo Manara DB
Poprzedni

Milo Manara - włoski mistrz subtelnej erotyki [galeria NSFW]

Chris Pizzello/Invision/AP
Następny

Oscary z rasizmem w tle, czyli czarno-biała paranoja

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

7 Comments

  1. Anonim
    2016-01-24 at 12:21 — Odpowiedz

    Dobrze mówi.Co do koloru,biały,czarny,żółty?Bez znaczenia.Człowiek jest dobry albo zły,mądry albo głupi.Tyle.

  2. 2016-01-24 at 12:50 — Odpowiedz

    Taki sympatyczny z twarzy, a tak bluzga. :)

    • antyzikia
      2016-01-24 at 17:13 — Odpowiedz

      bo to Murzyn

  3. Anonim
    2016-01-24 at 14:34 — Odpowiedz

    ignorancja, pierdolenie o niczym, robienie z idiotów bohaterów – tak to grzechy współczesnych nam czasów i mediów. świetny wywiad.

  4. Zawiedziony
    2016-01-25 at 03:27 — Odpowiedz

    Ktokolwiek tłumaczył ten tekst chyba nie zna języka….osobiście znam Gościa, w życiu nie słyszałam takiego brudu….to jest super wesoły i kulturalny facet…przykre..

  5. Anonim
    2016-01-25 at 09:02 — Odpowiedz

    Wulgaryzacja tego wywiadu jest celowa i powstała podczas tłumaczenia. Nie sądzę, żeby Branford Marsalis wypowiadał się w ten sposób podczas wywiadu z człowiekiem, którego prawdopodobnie widzi pierwszy raz w życiu.

  6. born_in_prl
    2016-01-25 at 10:59 — Odpowiedz

    Nacja, a naród. Niby synonim, a jednak nie. Ten pierwszy termin nie ma znaczenia poliytycznego, społecznego. Bardzo niskie tłumaczenie.

Dodaj komentarz