WYWIADY 

Daniel Brocklehurst – scenarzysta musi być cierpliwy [wywiad]

Dla BBC napisał rewelacyjny kryminalny serial „Driver”, a z Harlanem Cobenem stworzył teraz „Porzuconego według Harlana Cobena” (polska premiera 11 czerwca Canal + Seriale). Nam zaś Daniel Brocklehurst opowiada o tym jak powstaje serial i tym ile władzy nad scenarzystą ma producent.

 

Dzika Banda: To jak pracuje się z Harlanem Cobenem? Wypełniałeś zlecenie pisarza perfekcjonisty?

Daniel Brocklehurst: Paradoksalnie – nie. Jeśli komuś wydawało się, że pisanie „Porzuconego” wyglądało w taki sposób, że Harlan przyszedł do nas z zamkniętą całością, a my scenarzyści musieliśmy dodać tylko szczegóły, to niestety tkwi w błędzie. Pisanie tego serialu było dość skomplikowanym i długim procesem, a my bezustannie przerabialiśmy wszystko tak, żeby każdy element pasował, żeby wodzić widza bezustannie za nos. Harlan miał pomysł wyjściowy, ale to co widać na ekranie to efekt pracy zbiorowej.

Pisanie serialu zawsze tak wygląda?

Pytasz o ilość osób piszących?

Tak – bo w Polsce pokutuje przekonanie, że serial pisze jeden geniusz…

No to nie pisze. Jeden odcinek to praca zbiorowa – zanim dochodzi do pisania, cały zespół ludzi siedzi i wymyśla całość tak, aby wszystko ułożyło się w kompletną historię. Dopiero potem dochodzi do momentu w którym spisujesz scenariusz. Poza tym trzeba pamiętać o tym, że serial ma swojego producenta, który podejmuje ostateczną decyzję. I z nim trzeba pewne kwestie ustalać, czasami walczyć o to, aby historia została przedstawiona finalnie dokładnie tak jak ją wymyślono.

W Polsce producent wciąż ma władzę ostateczną i chyba dlatego nikt na świecie o polskich serialch nie słyszał.

Mądry producent wie co dobre i można z nim dyskutować. Ale nie wolno zapominać też o tym, że producent odpowiada za całość finansowo, więc na nim spoczywa presja największa. Najmocniej odbija się to na pierwszym odcinku. Tu zawsze jest – i nieważne czy obrabiamy projekt stworzony przez Cobena, czy autorski – najwięcej poprawek, najwięcej uwag. Pierwszy odcinek musi sprzedać serial. Jeśli po pierwszym, no drugim odcinku widz mówi – nie dziękuję, serial pada. Więc nie powinno nikogo dziwić, że sam początek jest tak trudny.

Potem rzeczywiście jest lżej?

Tak i można przemycić więcej własnej treści.

To znaczy?

To znaczy, że ciśnienie opada i nie jesteś kontrolowany tak mocno jak na początku.

Zastanawiam się ile prawdy jest w stwierdzeniu, że dzisiejsze seriale to taki współczesny odpowiednik wiktoriańskiej powieści w odcinkach…

Pół na pół. Faktycznie dzisiejsze seriale to trochę takie powieści w odcinkach. Ich konstrukcja celowo nawiązuje już do konstrukcji powieściowej. Różnica jest jedna – cena. Serial jest drogi. Gazeta mogła czekać aż powieść zaskoczy, nawet dziesięć odcinków. W przypadku serialu publiczność musi zgromadzić się na tyle szybko, aby producent nie rozmyślił się i nie zdjął serialu z anteny.

No i konkurencja jest gigantyczna.

Tak – seriale to dziś najprężniej rozwijająca się część telewizji, a co za tym idzie stacje mocno ze sobą konkurują. Żeby przebić się przez ogrom pomysłów spływających do stacji trzeba mieć sporo szczęścia.

No właśnie – co decyduje o tym, że stacja kupi twój serial?

Na to pytanie trudno odpowiedzieć, bo w zasadzie każdy przypadek jest tu osobliwy. Czasami starcza dobra intryga, czasami mocny pomysł na postaci, miejsce akcji. Czasami sama idea, której jeszcze nikt nie ubrał w treść. Ale przede wszystkim decydując się na pisanie seriali trzeba pamiętać o jednym – cierpliwości. Bo to nigdy nie wygląda tak, że zdajesz odcinek, a po tygodniu uradowany producent dzwoni i oświadcza ci – jej, na to czekałem całe lata. Nie. To cholernie długi proces. Kończysz odcinek, wysyłasz go nieważne do BBC, SkyOne czy gdziekolwiek a on ginie. Przepada w emailach. Czeka na swoją kolej, czyta go ileś osób. Dopiero po pewnym czasie, ktoś się odzywa i mówi – tak super, albo nie dziękujemy.

Ile trwa standardowo czekanie na realizację?

Nie wiem czy standardowo, ale zazwyczaj w przypadku serialu dwa lata zajmuje czekanie na produkt finalny. Najpierw piszesz draft, potem pilota, potem całość, zdjęcia, produkcja, poprawki w montażu, czekanie na premierę. Tak – dwa lata to takie minimum produkcyjne.

Masz swoje ulubione seriale – przykłady wzorowej scenariuszowej roboty?

Na bank wskazałbym „Breaking Bad” – majstersztyk. Podobnie jak „Rodzina Soprano”. W Wielkiej Brytanii mamy taki serial „Our Friends In the North” od którego zaczęła się kariera Marka Stronga – kapitalna rzecz – rewelacyjne stadium charakterów. Dodałbym jeszcze „Pohamuj swój entuzjazm” – tak powinno pisać się komedię i dramat w jednym.

(C) 2016 The Five Series Limited. All rights reserved.

(C) 2016 The Five Series Limited. All rights reserved.

(C) 2016 The Five Series Limited. All rights reserved.
Poprzedni

Porzucony według Harlana Cobena - solidnie napisany kryminał [recenzja]

Metal_pop
Następny

Gwiazdy popu na heavy metalowych koszulkach [galeria]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz