WYWIADY 

David Weber – pisarz odpowiada za swoich czytelników [wywiad]

David Weber autor bestsellerowego cyklu „Honor Harrington”, jeden z najpopularniejszych amerykańskich pisarzy science fiction na świecie, opowiada nam o… polityce Ronalda Reagana, podziale władzy między państwem a kościołem, aborcji i tym jak pisarz odpowiada za czytelnika

Przypadki chodzą po ludziach. Tuż przed umówionym wywiadem z Davidem Weberem, okazało się, że nie mam, z kim zostawić córki. Opcja: pięciolatka sama w domu nie wchodziła w grę, więc spakowałem, co mieliśmy zabrać i ruszyliśmy na spotkanie. Kiedy w drodze tłumaczyłem Lili jak ma się zachować (błagam nie krzycz przez pół godziny) i z kim się spotykamy (taki pan, który pisze powieści science fiction, wiesz akcja toczy się w kosmosie), Lila wpadła na pomysł genialny w swojej prostocie. – Tato, skoro ten pan pisze książki o kosmosie, to pewnie wie, czy kosmici istnieją. Bo ty nie wiesz i opowiadasz głupoty. No cóż. Fakt – nie wiem. I często opowiadam głupoty. Uznaliśmy, zatem, że najlepiej będzie, jeśli Lila sama zapyta Webera o to, czy kosmici istnieją czy też nie. I tak zaczęła się nasza rozmowa.

 

Dzika Banda: Zacznę od pytania, które kazała zadać mi córka – czy kosmici istnieją?

David Weber: I to jest bardzo dobre pytanie. Choć odpowiedzieć na nie wcale nie jest tak łatwo. Odpowiadając szybko – tak, jestem przekonany, że kosmici istnieją, ale jeszcze się z nimi nie spotkaliśmy. Jak znam dzieci, ta odpowiedź nie będzie satysfakcjonująca, a zatem teraz wersja dłuższa – Lila słuchaj – dookoła nas tam w górze krąży około 300 miliardów gwiazd. Możemy założyć, zatem, że istnieje prawdopodobieństwo wielkości raptem jednego procenta, że gdzieś pośród gwiazd istnieje miejsce, na którym rozwinęło się życie. Jeden procent z 300 miliardów, to bardzo, bardzo dużo. Dlatego nie potrafię z pełną odpowiedzialnością powiedzieć – kosmici nie istnieją, nie ma innego życia poza tym na Ziemi. Ubiegając twoje kolejne pytanie – dlaczego jeszcze ich nie spotkaliśmy? Wszystko zależy od techniki. Jeśli obcy gdzieś tam w kosmosie posiadają technikę o wiele bardziej rozwiniętą od nas, możemy założyć, że to oni kiedyś odwiedzą nas. Jeśli zaś nasza technologia jest najbardziej rozwiniętą technologią w kosmosie, to może kiedyś my odwiedzimy ich. Problem polega na tym, że nasz technologia, nie pozwala nam jeszcze podróżować we wszechświecie tak daleko jak byśmy chcieli. Podsumowując zatem – wierzę moja droga, że obcy istnieją, ale musi minąć jeszcze bardzo dużo czasu, zanim z nimi się spotkamy. Czy ta odpowiedź jest satysfakcjonująca?

Lila sceptycznie kreci głową.

Dzieci trudno zbyć gdybaniem. Ale nie muszę ci tego tłumaczyć sam masz trójkę.

Dokładnie, ale ten etap mamy już z żoną za sobą. Dziś nasze dzieciaki są niemal dorosłe. Niemniej doskonale pamiętam, jak nasze córki przychodziły i zadawały kłopotliwe pytania. Byłem w trochę gorszym położeniu niż ty, bo poza byciem pisarzem, jestem jeszcze świeckim pastorem w Kościele Metodystów. Młode, więc przychodziły i zadawały pytanie w stylu – Tato, czy Bóg stworzył dinozaury? A ja musiałem na nie odpowiedzieć, nie z perspektywy pisarza, a pastora.

I co mówiłeś?

Zawsze zaczynałem od pytania – jak myślicie ile dla Boga to miliard lat?  Dziewczynki myślały, myślały a w końcu niepewne odpowiadały – bardzo dużo? No cóż – nie. Jeśli zakładamy, że Bóg jest bytem, który istniał zawsze i będzie istniał zawsze, miliard lat z jego perspektywy to nic. Pstryknięcie boskimi palcami (jeśli takowe posiada). Powiedzmy, że dla Boga miliard lat to nasz jeden dzień. Ludzie, którzy spisywali starotestamentową Księgę Rodzaju nie znali nauki, nie wiedzieli nic o naukowych zasadach rządzących światem. Stworzyli coś, co nie tyle jest wykładnią prawdy, co jedną wielką metaforą boskich działań. Dziś wiemy, że istnieje coś takiego tak Teoria Wielkiego Wybuchu, że w sekundę z niczego nagle tworzy się świat. Teoria Wielkiego Wybuchu to naukowe wytłumaczenie zdania – niech stanie się światłość. Idąc dalej tym tropem – jeśli Bóg jest wszechmogący i istnieje od zawsze, to on stworzył chemię, biologię, naukę i wszystko, co nas otacza. Ponieważ otrzymaliśmy od niego narzędzia, które pozwalają lepiej zrozumieć jak funkcjonuje świat, trudno, zatem odczytywać Stary Testament dosłownie. To metafora bardzo długiego procesu. I zmierzając już do puenty – jeśli przyjmiemy, że to wszystko miało miejsce i jest prawdą, to tak, Bóg stworzył dinozaury. I jeszcze jedno – dinozaury nigdy nie biegały po raju z Adamem i Ewą. Raj to także metafora…

Będziemy teraz brnęli w życie po śmierci?

(Śmiech.) Lepiej nie. (Śmiech.) Natomiast zawsze wychodziłem z założenia, że jeśli dziecko pyta, należy mu się najszczersza odpowiedź, na jaką w danym momencie mnie stać.

W twoich powieściach religia pojawia się często wykorzystywana, jako broń przeciwko masom używana przez polityków i korporacje. Sam jak przyznałeś jesteś pastorem – taki sposób opisywania religii nie kłoci się z posługą? Pytam, bo w Polsce mamy teraz kryzys aborcyjny – rząd i kościół optują za zaostrzeniem ustawy aborcyjnej, przeciwko czemu protestują na ulicach polskie kobiety.

Konstytucja Stanów Zjednoczonych absolutnie zakazuje rządowi tworzenia czegoś takiego jak narodowa religia. Nasi ojcowie założyciele być może przewidując rozwój świata dokładnie rozpisali rozdzielność kościoła i władzy. Co za tym idzie – rząd nie ma prawa narzucić obywatelom wiary, nie ma prawa zmuszać ich do wiary i nie ma prawa wprowadzać do urzędów, szkół obowiązku wyznawania jednej wiary. Natomiast to, co dzieje się dziś w Stanach to zupełnie inna historia. Niedawno głośny był u nas przypadek pewnego trenera footballu w liceum, który modlił się przed każdym meczem. Teoretycznie konstytucja mu to gwarantuje. Ponieważ football jest sportem drużynowym, a w liceach trenerzy często stają się autorytetami dla zawodników, szybko okazało się, że dołączają oni do trenera. I zrobiło się zamieszanie. Ktoś, kto nawet nie był uczniem, ani rodzicem, poczuł się dotknięty, faktem, że trener zmusza uczniów do modlenia, napisał zażalenia do dyrekcji. Dyrekcja, pod presją społeczną, zwolniła trenera oskarżając go o praktykowanie religii w publicznej szkole. Sprawa trafiła do internetu, zrobiło się narodowe zamieszanie, podczas którego udowodniono, że nauczyciel nikogo do modlitwy nie zmuszał, że zawsze się modlił przed meczem, a fakt, że uczniowie mu w tym towarzyszyli, wynikał tylko z szacunku, nie próby przymuszania (jak się nie pomodlisz to nie zagrasz itp.). W puencie nauczyciel odzyskał pracę. A cała sprawa rozpoczęła poważna debatę dotyczącą religii w Stanach. Kościół nie ma prawa pchać się do władzy kościół nie może pojawiać się w urzędach, miejscach takich jak szkoły, uczelnie z nakazu władzy, bo kościół jest bytem (a przynajmniej powinien być) apolitycznym. Kościół ma trafiać do wiernych, bo misja kościoła to misja społeczna, nie polityczna.

Dawid Weber wywiad dzika banda

W Polsce kościół był częścią walki z komunizmem i poprzednią władzą…

Myślisz, że w Stanach jest inaczej? Niemal każdy ruch społeczny w Stanach, który w puencie doprowadzał do wielkich zmian w państwie, zaczynał się w kościołach. Abolicjoniści zbierali się w kościołach, ruch związany z równouprawnieniem w latach 60. zaczął się w kościołach, walczący o prawa kobiet spotykali się w kościołach, ruch równouprawnienia gejów zaczął się w kościołach. Nie zmienia to faktu, że to nie kościół zmienił prawo. O zmiany walczyli politycy, kościół dał im na początku przestrzeń do wypowiadania się. I na tym rola kościoła się kończyła. Oczywiście jest jeszcze pewien paradoks tej sytuacji – kiedy coś złego dzieje się w kościele, szybko zapominamy o tym, co wydarzyło się w nim dobrego. Ale takie jest koło życia. Nie ma się, co na to wściekać. Kwestia aborcji zaś wykorzystywana jest od lat w Stanach przez obie frakcje – przeciwników i zwolenników w taki sam, dość podły sposób. O aborcji należy rozmawiać, nie krzyczeć i próbować poznać każdy punkt widzenia. Tymczasem zamiast rozmowy dochodzi do publicznych przepychanek, w których często zakładnikami stają się kobiety, traktowane przez każdą ze stron instrumentalnie. Mało, kto także zwraca uwagę na fakt, że dziś dzięki rozwojowi nauki dziecko jest w stanie przeżyć poza brzuchem matki o wiele wcześniej niż kilkanaście lat temu. Nie wiem jak macie w Polsce, ale w Stanach we wszystkich awanturach o aborcję mamy dwa obozy, które stosują dość prosty mechanizm wyparcia. Zgromadzeni dookoła organizacji antyaborcyjnych zawsze konstruują komunikaty w taki sposób, aby odbiorca myślał, że kobieta dokonująca aborcji zabijała „dziecko”. Dla nich zarodek, zygota, to już człowiek i na tym opierają komunikaty. Stowarzyszenia proaborcyjne zawsze zaś w swoim przekazie marginalizują istnienie dziecka, a na pierwszym planie w każdym komunikacie stawiają kobietę i jej ciało. Dziecka w nim nie ma, jeśli już to pojawia się, jako byt porównywalny do raka. Jeśli zatem stawiamy naprzeciwko siebie takie skrajności, nigdy nie doczekamy aborcyjnego kompromisu.

Ale w Stanach doszliście do porozumienia.

W Stanach głos zabrał w końcu Sąd Najwyższy podczas sprawy Roe przeciwko Wade uznając, że aborcja jest dopuszczalna w każdym momencie ciąży. Co ważne jednak – mając świadomość, że taka ustawa może przyczynić się wzrostu zabiegów, rząd wprowadził programy związane z edukacją seksualną i antykoncepcją. Prawo do aborcji nie może równać się stwierdzeniu: – o jej zaszłam w ciążę, to sobie wyskrobie. Chodzi o to, żeby zapobiegać niechcianym ciążom, a nie popularyzować zabiegi.

Wracając do podziału władzy między kościołem a rządem. Nie możesz zaprzeczyć, że dziś te granice się zatarły.

Myślisz o ISIS? O tym, co dzieje się na świecie dookoła zamachów terrorystycznych i islamu? Ale czy naprawdę chodzi w tym wszystkim o religię? A może religia jest tylko narzędziem, którego używają ludzie opętani przez nienawiść do innych i rządzę władzy? Każda religia to ruch społeczny, jeśli politycznie dobrze to dobrze rozegrasz – uzyskując religię uzyskujesz władzę nad tłumem. Ci ludzie nie zabijają się w imię religii. Oni mordują w imię polityki, która używa religii, jako instrumentu, który pozwala manipulować tłumem. To zwykły populizm, który nastawia ludzi przeciwko ludziom, ale nigdy nie chodziło w nim o religię, a władzę i nienawiść. A z tego, co się orientuję żadna religia nie jest nośnikiem nienawiści. To już domena instytucji zbudowanych dookoła religii. Sława Donalda Trumpa pewnie już do was dotarła – a on jest idealnym przykładem na to jak bogaty wpływowy populista może manipulować społeczeństwem mówiąc mu dokładnie to, co ono chce usłyszeć. Polityka zna takie przykłady nie od dziś.

Wystarczy przypomnieć sobie Hitlera…

Tak. Z tą różnicą, że Trump, jeśli sięgnie po władzę, spotka się z mechanizmami, o których działaniu nie ma pojęcia. A wtedy skończy się manipulowanie tłumem, a zaczną realia, czyli dbanie o to, aby państwo funkcjonowało tak, aby nie dopadł nas kolejny kryzys itp.

Hitler stosując populistyczne zagrywki doprowadził do drugiej wojny światowej.

Ale my, jako społeczeństwo cywilizacyjnie jednak dość poważnie się rozwinęliśmy. I jak dla mnie daje to nadzieje, na uniknięcie sytuacji z lat 30. ubiegłego wieku. Zresztą myślę, że dobrym przykładem na to, jak zmienia się świat i polityka jest przykład Ronalda Reagana. Reagan w Stanach do dziś uważany jest za wzór konserwatywnego polityka, za takiego ojca konserwatystów. Tymczasem jeśli przyjrzeć się jego poglądom na politykę gospodarczą państwa, okazuje się, że… Reagan, który zaczynał przygodę z polityką w obozie Roosevelta, był zwolennikiem tzw. „Nowego Ładu” i w czasach swojej prezydentury tak naprawdę wprowadzał w życie to, co proponował Roosevelt. Czyli mówiąc najprościej – był ekonomicznym lewakiem i to dość skrajnym, niemniej jednak granica akceptowania w pewnych zjawisk w polityce na tyle się przesunęła, że mało, kto dziś zwraca uwagę, na fakt, iż ojciec konserwatyzmu, był de facto finansowym lewakiem.  Wiesz, że w ogóle nie rozmawiamy o literaturze…

Wiem, ale chyba nie każdy wywiad musi być o książkach…

No to już wiem, co powiem na koniec (śmiech). Cały mój pogląd na podział władzy między kościołem a rządem zawarłem w serii „Schronienie”. W ogromnym skrócie – w kosmosie istnieje rasa bardzo złych kosmitów, którzy zaatakowali Ziemię i zniszczyli ludzkość. Z zagłady ocalała kolonia, w skład której wchodzi osiem milionów ludzi. Uciekając przez złymi odnajdują nową Ziemię, ale mają świadomość, że ufoki ich znajdą podróżując śladami, jakie zostawia po sobie nowoczesna technologia. Włodarze kolonii wpadają na szalony pomysł – postanawiają tworzyć nowe społeczeństwo pozbawione technologii. I tu zaczyna się religia, ponieważ na nowej Ziemi stworzył się Kościół Matka, który manipuluje ocalonymi. To tak w ogromnym skrócie. A zatem – kościół połączony z władzą może manipulować tłumem. Może wpływać na losy świata, doprowadzać do wojen. Ale nie ma to nic wspólnego z wiarą w Boga, a przede wszystkim z podziałem wpływów.

To na koniec jedna rzecz – rozmawiamy o polityce, czyli rzeczy nam dość odległej. A jak to o czym mówimy, zdolność do manipulacji, wpływanie na tłumy, przekłada się na relacje: pisarz – czytelnik?

I to jest bardzo dobre pytanie. Tworzę fantastykę militarną, pełno w niej wybuchów, strzelanin, akcji. Ale ciągle w tyle głowy mam zdanie – pisarz odpowiada za swoich czytelników. Nie mogę wmawiać im, że kosmiczne skafandry do super-misji istnieją, nie mogę wmawiać im, że wojna jest fajna. Pisząc, to co piszę, zawsze podkreślam, że to fikcja. Prawdziwa wojna nie jest zabawna. Na prawdziwej wojnie się umiera, a książki cię do tego nie przygotują. Powieści to tylko fikcja. Zabawa. Nie wolno o tym zapominać.

Egmont
Poprzedni

Salambo - historyczne science fiction [recenzja]

the-veil-movie-poster-3
Następny

The Veil - Thomas Jane straszy Jessicę Albę [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz