WYWIADY 

Emilios Solomou – Literatura z Cypru, ale nie z Chomika [wywiad]

Emilios Solomou, pierwszy cypryjski pisarz wydany w Polsce opowiada nam o tym jak wygląda rynek książki w jego kraju, o kryzysie systemu edukacji i swojej znakomitej powieści „Dziennik zdrady”.

W Polsce Cypr kojarzy się z trzema rzeczami: turystyką, ucieczką przed podatkami i największym polskim pirackim serwisem, który ma serwery na Cyprze. O literaturze pochodzącej z Cypru nie wiemy w sumie nic…

Emilios Solomou: No to trochę podobnie jak u nas (śmiech). Mamy problem z literaturą na Cyprze, bo u nas czytelnictwo jest drastycznie niskie. Słyszałem, że w Polsce narzekacie na poziom czytelnictwa – to pewnie przez to, że nie byliście na Cyprze. A poważnie – wybitnych pisarzy mamy i to sporo, ale niestety barierą dla nich jest język. Poza Grecją literatura cypryjska nie trafia nigdzie, a co za tym idzie jest nieznana. Dlatego cieszę się z wydania w Polsce „Dziennika zdrady” – jak się dowiedziałem pierwszej cypryjskiej powieści wydanej w Polsce.

Ale z tym samym problemem, czyli barierą językową boryka się także Polska…

Chyba faktycznie się zagalopowałem. Cypr ma wielkie tradycje literackie, ale problem z rozpoznawalnością współczesnej literatury cypryjskiej wynika przede wszystkim z faktu, że u nas w kraju zanika nie tyle kultura pisania, a przede wszystkim czytania.

Dlaczego tak się dzieje? W Polsce lubimy mówić o kryzysie czytelnictwa, ale czasami odnoszę wrażenie, że tak naprawdę u nas nie chodzi o kryzys czytelnictwa, a kryzys tego, co ludzie czytają. Ministerstwo Kultury, znawcy literatury, krytycy nie potrafią zaakceptować faktu, że przecięty Polak od wybitnych dzieł woli po prostu woli „50 twarzy Greya”.

U nas problem z czytelnictwem zaczyna się w już w szkole. Nasz system edukacji, zamiast zachęcać dzieci do czytania zmusza je do brnięcia przez nieznośne lektury. Efekt – dzieci uczą się na pamięć odpowiedzi, a pod koniec szkoły nienawidzą czytania, które kojarzy im się tylko z uczeniem czegoś na pamięć. Nikt u nas – a tak jest na przykład w Irlandii – nie zaprasza pisarzy do szkół, nie organizuje się spotkań literackich dla młodych. Nikt nie wymaga od młodego czytelnika kreatywności w podejściu do literatury a traktuje ją trochę jak matematykę – czyli oto macie książkę przeczytać, macie odpowiedzieć na sprawdzianie, kto jest bohaterem, a po wszystkim zapomnieć. To tak nie działa. Nie da się wciągnąć kogoś w literacki świat, narzucając mu system kar itp. System edukacyjny na Cyprze to koszmar i w dużej mierze właśnie ten system, metoda uczenia się na pamięć i pozbawianie ludzi zdolności samodzielnego myślenia, jest odpowiedzialny za kryzys, jaki dotknął Cypr.

Wracając jeszcze do tej bariery językowej – powiedz czy pisarze nie czują w sobie potrzeby przebijania się za granicę?

Nie ma mechanizmów, które by to umożliwiały. Wydawcy nie dbają o odpowiednią pozycję powieści, nie dbają o tłumaczenia i tak tworzy się zamknięty krąg, z którego trudno się wybić.

Brzmi to przygnębiająco.

Bo trochę tak jest. Ale nie ma, co marudzić – raczej cieszyć, że mimo blokad i problemów wewnętrznych udaje nam się przebijać poza granicę.

Ty nie masz problemu z samodzielnym myśleniem – z wykształcenia historyk, archeolog, który został pisarzem… 

Na kilka lat przed tym zanim przyszedłem na świat od uderzenia piorunem zginął mój brat. Dorastałem w cieniu tej tragedii, a kiedy dojrzałem uznałem, że musze historię brata opisać, że jestem mu to winny. Tak zaczęła się moja przygoda z pisaniem. Powieść o moim bracie była pierwszą książką, jaką napisałem, choć wydano ją, jako drugą. A archeologię ukończyłem między pisaniem – żeby mieć zawód. Ot cała historia.

W Polsce mamy „Dziennik zdrady” powieść, którą porównuje się u nas do „Hańby” Johna Coetzee.

I chyba słusznie. Czytałem „Hańbę” – to znakomita powieść. Mój „Dziennik zdrady” oczywiście opowiada inna historię i jest napisany zupełnie innym jeżykiem, ale pewne podobieństwa tu są. Nie były zamierzone, ale można je znaleźć. Co samo w sobie nie jest złe – Coetzee to jeden z najwybitniejszych żyjących pisarzy.

Nastrój twojej powieści uwodzi, jest wręcz hipnotyzujący…

Bardzo miło mi to słyszeć. Trochę takie było założenie – połączyć dramat człowieka zmagającego się ze swoimi demonami ze spokojem otoczenia. Dwa żywioły. Cieszę się, że dało się to osiągnąć.

A w jaki sposób tworzy pisarz z Cypru? W Polsce znamy doskonale warsztat amerykańskich pisarzy od Johna Irvinga po Stephena Kinga, a tu znów – czarna dziura.

Czytałem ostatnio „To” Kinga! Ale to dobre było! U mnie wygląda to w taki sposób, że gdy siadam do pisania, chcę mieć pełną kontrolę nad powieścią. Czyli najpierw siadam tworzę konstrukcję fabuły, świata, postaci – dopiero, kiedy wiem, co ma się zdarzyć siadam do pisania.

Pisarz twórca światów, który nie pozwala na odrobinę improwizacji?

Aż tak to nie – niestety wena bywa okrutna i zmienia a to postać, a to wymyślony przebieg fabuły. Nie panuję nad tym tak do końca.

Fox Games
Poprzedni

Atak Zombie - żywe trupy w natarciu [recenzja]

Amoureuxdulangage
Następny

Ile kosztuje moralność?

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz