WYWIADY 

Patryk Vega – Nie interesuje mnie pokazywanie bajek [wywiad]

„Pitbull. Nowe porządki” pobił rekordy frekwencyjne, a Patryk Vega zaczyna kręcić drugą i trzecią część tego filmu. Nam opowiada o pracy z policjantami i policji. Oraz o tym dlaczego nakręcił „Ciacho”.

W „Pitbullu: Nowe porządki” wracasz do świata policjantów, który swego czasu wstrząsnął polskim kinem i telewizją.

Patryk Vega: Myślę, że znów uda nam się wstrząsnąć odbiorcami, zwłaszcza, że nowy „Pitbull” to rzecz, której daleko do „CSI: Zagadki kryminalne”.

Maksymalny realizm?

Tak, plus mocne postaci i historia. A to co robi Bogusław Linda… Powiem tak, choć nie zabrzmi to skromnie – On tu jest po prostu fenomenalny. Jeszcze jedno – pisząc scenariusz opierałem się na autentycznych zapisach z rozmów i przesłuchań. Więc to co mówią do siebie postaci, to prawda. Nawet nie podrasowana.

Prawda, paradokumentalność, była właśnie siłą napędową pierwszego „Pitbulla”.

Wiesz co, Z „Pitbullem” było zabawnie, bo dziś wszyscy mówią o tym, jak wielkim był on hitem, jak mocno wpłynął na realizację kina sensacyjnego w Polsce, a prawda jest taka, że na początku, film nie odniósł spektakularnego sukcesu. Jego status budował się powoli, rósł z miesiąca na miesiąc, ale to nie było tak, że – bum mamy hit. Musiało minąć sporo czasu, zanim film i serial stały się jak to mówi się dziś „kultowe”.

Ale wtedy to był szok. Odrapane szafy, zdezelowane komisariaty, gliniarze pijący wódkę i po pijaku rozwiązujący sprawy. Nie tak wyobrażaliśmy sobie pracę w policji, nie taką pokazywała telewizja, ale co znamienne, taką widzieli ci, którzy bywali na komendach.

Bo przecież to wszystko wynikało z ogromnej pracy reporterskiej, którą wykonałem do dokumentalnego serialu „Prawdziwe psy”. Nie interesowało mnie pokazywanie bajki, chciałem pokazać policję, jak najbliżej temu czym była…

A czym była?

W okresie transformacji bytem, który dopiero wypracowywał swoją tożsamość i świadomość. Ci którzy przeszli weryfikację trafiali na komendy, układ sił się zmieniał. Do tego zmieniał się wygląd i organizacja grup przestępczych w Polsce. Przeżywaliśmy zalew gangsterki z byłego Związku Radzieckiego. Wtedy„nowa” policja, czyli szeregi byłych milicjantów i ubeków, którzy przeszli pozytywnie weryfikację, zasilona świeżą krwią, czyli nowymi, musiała się w tym świecie odnaleźć. To nie było łatwe, zwłaszcza że raz pokutowało w społeczeństwie przekonanie że policja to milicja, a rząd nie łożył środków na modernizację policji.

Coś się od pierwszego „Pitbulla” zmieniło?

Wszystko – przede wszystkim przyszła nowa kadra. To już nie są dawni ubecy, a goście niekiedy wychowani na Harrym Potterze, znający po trzy języki, chodzący do pracy w marynarkach, obeznani z technikami operacyjnymi z zachodu. Czasami jak staniesz między nowymi „psami” mam wrażenie, że stoisz między pracownikami korporacji, którzy przypadkowo wykonują inną robotę. Zmieniła się też kategoria przestępstw. Dziś o wiele łatwej jest ukraść dziesięć milionów na lewy VAT niż zorganizować napad na bank. Poza tym przewały finansowe obwarowane są mniejszymi sankcjami karnymi.

Wydałeś dwie książki – zbiory wywiadów z policjantami. W najnowszym „Złe psy: Po ciemnej stronie” pokazujesz życie policjantów, którzy w walce z przestępczością jednak granice prawa przekraczają.

Ludziom wydaje się, że policjant to nadczłowiek. Istota niemal z jakiegoś starego superbohaterskiego komiksu, która zawsze wie co dobre a co złe. A tak nie jest. Policjant to przede wszystkim człowiek, z wszystkimi tego konsekwencjami. I dodajmy jeszcze do tego wielkie obciążenie jakim jest wykonywana przez niego praca. Żyjąc pod presją, naciskami przełożonych, codziennie wychodząc na ulicę na której może zginąć, niektórzy nie wytrzymują i przechodzą na ciemną stronę. Lub inaczej – nie tyle co zostają przestępcami, co zaczynają stosować przestępcze metody.

Jak bohater pierwszego wywiadu, który trafił do policji chyba tylko po to, żeby bić ludzi.

Ale kogo bije? Bandytów bije. Nie krzywdzi ludzi, którzy nie zrobili nic złego. Pamiętaj – jego miała miejsce w latach 90. Wtedy na ulicach co drugi bandyta miał broń, a policja działała trochę po omacku. Już o tym mówiliśmy. Okres transformacji to zmiany w policji, które nie zawsze były racjonalne. Wcześniej układ był taki, że gdy do milicji przyjmowano nowego, to opiekowali się nim starzy wyjadacze. Po tym jak większość wyjadaczy nie przeszła weryfikacji, nowi trafiali na komendy, gdzie byli sami „świeżacy”. W efekcie na ulice wyszli kompletnie nieprzygotowani funkcjonariusze.  Musiało minąć kilka dobrych lat, zanim powstała nowa generacja policjantów.

To znaczy?

Nowoczesna, wolna od politycznych korelacji z PRL. Ale to nie znaczy, że pozbawiona wad. Policjant nie jest nadczłowiekiem. Policjant się myli, popełnia błędy i to częściej niż przeciętny człowiek, bo policjant żyje pod ciągłą presją.

Społeczną również.

Przede wszystkim społeczną, bo ludzie nie myślą o tym jak wygląda praca w policji, a opierają swoją wiedzę na tym co piszą media. Większość policjantów uważa – ja się jednak z tym nie zgadzam – że media tylko czekają na to aż podwinie im się noga i nagłaśniają tylko te sprawy, które są kontrowersyjne. Wiesz – podczas przesłuchania zginął przesłuchiwany. Media – zabity przez policję. A może faktycznie to był wypadek? Takiej myśli się nie dopuszcza.

Ale czy to nie wynika z tego, że wizerunek policji, kiedyś milicji, był przez dekady skalany? Milicja kojarzyła się z rządem, potem mieliśmy wspomnianą transformację i czasy cwaniaków. Ostatnie pół wieku sprawiło, że trudno o policji myśleć inaczej.

Pewnie po części tak – ale to się zmienia. Powoli rośnie w ludziach świadomość, że policja to nie tylko pała, ale człowiek, którego praca polega na chronieniu innych.

Nie boisz się, że filmy takie jak „Pitbull”, twoje książki w których rozmawiasz ze skażonymi złem policjantami utwierdzają w społeczeństwie obraz złego policjanta.

Po pierwsze w przypadku filmu obracamy się w gatunku, jakim jest kino sensacyjne. Nie mogę uczynić bohaterami policjantów bez wyrazu, bo nikt tego filmu nie obejrzy. Gatunek wymaga postaci charakternych po obu stronach barykady. Na tym opiera się narracja i rytm opowieści. Natomiast w moich książkach jest inaczej. To nie są opowieści o „złych porucznikach”, a ludziach, którzy zwyczajnie czasami błądzą. Bo najbardziej interesują mnie właśnie ludzie, to kim są i co z nimi robi ta praca. Niektórych nie zmienia, innych wykoleja. Ale to wciąż ludzie, prawdziwi z krwi i kości.

Pamiętasz najbardziej poruszająca policyjną historię?

Powiem tak – pracuję teraz nad trzecim tomem tego cyklu, który będzie opowieścią tylko o kobietach w policji. I kiedy nad nim pracuję spotykam się z zupełnie inną optyką i spojrzeniem na tę samą pracę, bo kobiety mają jednak zupełnie inną wrażliwość. Poruszyła, czy raczej wstrząsnęła mną opowieść pewnej policjantki, która była samotną matką. Dopóki dziecko nie skończy ośmiu lat, jest chroniona, to znaczy nie obowiązują jej te same zasady, co innych mundurowych. Kiedy jednak dziecko kończy osiem lat, okres ochronny się kończy, co znaczy tyle, że na przykład jeśli jest nocny alarm, to ona ma obowiązek zostawić dziecko w domu i przyjechać. Zostawiając dziewięciolatka samego w domu nie możesz normalnie funkcjonować, bo w końcu dziecko, które ma tyle lat może zrobić w domu wszystko. Wylać na siebie wrzątek,umrzeć. A wtedy matka pójdzie siedzieć, bo zaniedbała obowiązki wychowawcze. Ta sytuacja doprowadziła ją do załamania nerwowego. Wyskoczyła z dziewiątego piętra.

Odsetek samobójstw pośród policjantów…

Rośnie. Nie mówi się o tym, ale jest duży. Bo to praca, która zostawia skazę na psychice i nie każdy jest w stanie sobie z tym poradzić. Tyle że o takich przypadkach nie mówi się głośno.

Nie bałeś się nigdy, że twoi rozmówcy cię nabierają? Niektóre opowieści policyjne w „Złych psach” są kompletnie nieprawdopodobne.

Nie bałem, bo taki wywiad to nie jedna rozmowa, a kilka, kilkanaście, podczas których przerabiam z rozmówcą te same opowieści, sprawdzając poziom szczegółów. Gdyby ktoś zmyślał, szybko bym się zorientował, bo pogubiłby się w opowieści.

A propos pogubienia w opowieści. A ty się nie pogubiłeś w swojej karierze? Po „Pitbullu”, mocnych policyjnych opowieściach, myślano że będziesz piewcą męskiego, twardego kina, a ty…

A ja zrobiłem „Ciacho”.

Tak – film który wiele osób kocha nienawidzić.

Czy się pogubiłem? Nie. Po porażce frekwencyjnej „Pitbulla” zapragnąłem zrobić film, który będzie sukcesem frekwencyjnym. Poza tym bałem się zaszufladkowania – spec od kina policyjnego. Wydawało mi się, że będę potrafił zrobić wszystko i zrobiłem komedię. W efekcie powstał film, który owszem – zarobił, ale przy okazji sprawił, że posypały się na mnie gromy.

Ale wtedy i tak chyba nie wyciągnąłeś lekcji z porażki, bo nakręciłeś jeszcze jedną komedię „Last Minute”.

Problem polegał na tym, że w pewnym momencie zacząłem kręcić filmy dla ludzi. Zastanawiałem się, co trzeba wsadzić do filmu, by mieć milion widzów. Potem uzmysłowiłem sobie, że od szóstej klasy podstawówki jestem outsiderem i tak naprawdę nie mam pojęcia, czego chce 95% ludzi w tym kraju. Postanowiłem robić filmy, które mnie osobiście drą po nerach. Zacząłem pracę nad „Służbami specjalnymi”.

To była rehabilitacja?

Powrót do tego co naprawdę potrafię robić najlepiej – opowiadać historie oparte na faktach. Przestałem uciekać od siebie i zacząłem zajmować się tym co sprawia mi największą frajdę.

Czyli?

Dokumentacją. Uwielbiam zbierać materiały, szukać, rozmawiać z ludźmi. Nawet jeśli, jak w przypadku, mojego kolejnego projektu są to rzeczy drastyczne.

To nad czym pracujesz?

Będzie to opowieść o rynku handlu dziećmi. Również oparta na drobiazgowej dokumentacji. Na przestrzeni lat zrozumiałem, że mój charakter pisma to nie gatunek, a to jak opowiadam historię. Jak się do niej przygotowuję. Teraz już wiem, że chcę opowiadać historie, które są bliskie ludzi, oparte na tym co się zdarzyło, dotykające rzeczywistości.A czy będzie to thriller, czy dramat obyczajowy to rzecz drugorzędna.

boss monster
Poprzedni

Boss Monster - retro karcianka o obronie przed Dobrem [recenzja]

Amityville
Następny

Miejsca grozy - szlakiem zabójców

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz