WYWIADY 

Paweł Stępień – Często porównywano moje prace do H.R. Gigera [wywiad]

Z Pawłem Stępniem, rzeźbiarzem, grafikiem i performerem rozmawiamy o sztuce, narracji w rzeźbach, H.R. Gigerze i fantastyce. Zapraszamy też do galerii jego prac na naszej stronie. 

Praca rzeźbiarza to raczej mało popularny zawód. Czy bycie nim to ciężki kawałek chleba?

Zawód plastyka jest równie ciężki jak inne zawody. Wymaga on jednak innych cech osobowych i umiejętności. Każdy zawód noszący znamiona artyzmu począwszy od  bardziej popularnych takich jak aktor, muzyk, pisarz, a skończywszy na rzeźbiarzach jest  wymagającym pewnej wrażliwości na otaczający nas świat. Jest to jednak „ciężar”, którego nie można odłożyć po „wyjściu” z pracy. Nie można nagle stać się kimś innym, wyjechać na urlop i zapomnieć o tym na jakiś czas. Jest to chyba największy problem, który faktycznie sprawia, że to ciężki kawałek chleba. Przekłada się  bowiem na wszystkie płaszczyzny życia takie jak rodzina, relacje partnerskie, tryb pracy czy nawet nasze cele. Z drugiej jednak strony możliwość wykonywania czegoś co się kocha, jest największym motorem do działania. Każdy pracujący człowiek dąży do osiągnięcia zawodowego szczęścia. Ja osiągam je robiąc to co robię.

Kiedy nadszedł ten moment w życiu, że po prostu wiedziałeś, że rzeźba jest tym czym chcesz się  zajmować?

Moja historia z rzeźbiarstwem to niesamowity przypadek. Nigdy nie przypuszczałem, że będę w przyszłości twórcą sztuki. Już od małego byłem ciekaw świata i różnych zawodów. Cały czas czegoś poszukiwałem. Czegoś co wypełni mnie energią i szczęściem. Czegoś co w pełni mnie pochłonie i sprawi, że w pełni się zrealizuję. Szukałem miejsca w moim umyśle, które odetnie mnie od gonitwy i ciągłej walki o bezwartościowe przedmioty. Pewnego dnia, uwikłany w ciągłe poszukiwanie samego siebie, zostałem zaproszony do pracowni rzeźby Andrzeja Sielańczyka, który zaraził mnie chęcią tworzenia sztuki. Znalazłem miejsce, gdzie mogłem połączyć wszystkie moje umiejętności. Chwilę po tym okazało się, że to jest to co chcę robić. Przeszedłem długą drogę rozglądając się dookoła, aby przez przypadek trafić w miejsce, w którym nigdy nie planowałem się znaleźć. Studiowałem wtedy reklamę na kierunku Zarządzania i marketingu i daleko sięgałem myślami od kierunków artystycznych. Po pewnym czasie, ciągle starając się zachować resztki „normalnego” życia, przepadłem w rzeźbiarskich czeluściach ewoluując aż do dnia dzisiejszego.

W twojej twórczości występuje mnóstwo elementów fantastyki i horroru. Jaką funkcję pełnią one w twoim życiu?

Temat fantastyki i horroru to jedynie forma przekazu. Tak jak gatunki muzyczne, ułatwia przesłanie ukrytej treści do odpowiedniego odbiorcy. Wielokrotnie wykonywałem rzeźby związane z inną tematyką i nie jest to dla mnie przeszkodą. Jednak właśnie fantasy, surrealizm, SCIENCE-FICTION, itp. to kierunki, które sprawiają mi największą radość. Odpowiadają one również mojemu charakterowi. Są dynamiczne, wielowątkowe, zaskakujące i nie posiadają barier, które ograniczają nas na co dzień. Fantastyka to także niekończąca się otchłań ludzkiej wyobraźni nieskażona zasadami i normami. Jest czystym pięknem, które jak plastelina, oddająca się w nasze ręce, formuje się na to co chcemy z niej stworzyć. Dla jednych to wizja zła, śmierci i cierpienia. Dla innych wizja przyszłości, może wyobrażenie niesamowitej przygody.  Ja osobiście skłaniam się ku tej drugiej wersji. Przez całe życie doszukuję się dobra i taką też stronę przyjąłem w mojej twórczości. Oczywiście występujące w mojej twórczości nawiązania do turpizmu występują nie bez powodu ale nigdy nie chciałem obrazić lub podważyć czyichś przekonań lub wyznań religijnych. Nie szukam taniej i szybkiej sensacji. Nawet jeśli ogólna treść wskazywałaby na jedno, zawsze tłumaczyłem ją szczegółem odwracającym sytuację.

Fantastykę, która siedzi ci w głowie przekuwasz głównie w osobiste formy artystyczne, ale wykonujesz też rzeźby na zamówienie, komercyjne.

Jak najbardziej. Wykonuję dużo zleceń indywidualnych kolekcjonerów. Często zdarza się, że moimi klientami są również różnego rodzaju instytucje użytku publicznego. Najciekawszymi jednak wydaje mi się były te, które dotyczyły organizacji lub współorganizacji jakiegoś wydarzenia. Ciekawym przeżyciem było też wykonanie pokazu rzeźbiarskiego który odbył się w ciągu dwóch dni. A owocem pracy powstała postać Krzysztofka – raciborskiego filozofa i pierwszego happenera. Ciekawe w tym zleceniu było to, pomijając fakt, iż tematyka nie miała nic wspólnego z fantastyką, że idea stworzenia jedynej rzeźby jedynego w swoim rodzaju człowieka na podstawie jedynego zachowanego zdjęcia była czymś więcej niż tylko wykonaniem rzeźby. Zmaterializowaliśmy symbol wolności, walki i pogody ducha.

Mimo takich zleceń wszystkie rzeźby są unikalne, niepowtarzalne. Unikasz masówki i chałtury.

Zdarzają się różne zlecenia. Żadnego jednak nie określiłbym mianem chałtury ponieważ każdy z nas różnie postrzega pojęcie piękna. Jedni kochają się w świątkach czy aniołkach a inni doceniają formy klasyczne lub surrealizm. Faktem jest, że wykonuję czasem, jak pewnie każdy twórca, prace z którymi nie do końca się utożsamiam. Jednak za każdym razem wkładam w to maksimum zaangażowania i umiejętności. Nigdy nie kopiuję innych prac. Zarówno swoich jak i innych twórców. Oczywiście pojawiają się pewne  powiązania, ale wynikają one zazwyczaj z dwóch przyczyn. Pierwsza to warunek klienta na wykonanie projektu zgodnie z wybranym kierunkiem, formą, kolorystyką czy tematyką. Drugą przyczyną jest zazwyczaj zbieg okoliczności wynikający z „poruszania się” w zbliżonej tematyce lub jest to po prostu kwestia mody. Zlecenia masowe to coś czego faktycznie zawsze unikałem. Na szczęście były to zjawiska sporadyczne dotyczące różnego rodzaju statuetek czy powtarzających się elementy dekoracyjne w ilościach powiedzmy do około 10 – 20 sztuk.

Zauważyłem, że czasem rzeźbisz w bardzo dużych kawałkach drewna, ale też i zupełnie małych. Które z nich sprawiają ci najwięcej kłopotu i frajdy?

Rozmiar rzeźb nie zawsze ma znaczenie.  Większość czasu zajmuje dopracowanie szczegółów. Przy wstępnej obróbce, przy dużych rzeźbach używam po prostu większych narzędzi. W moim przypadku najtrudniej o zdobycie odpowiednio wielkiego materiału ponieważ wszystkie moje prace wykonuję z jednego pnia. Ilość detali decyduje o tym jak czasochłonne jest wykonanie rzeźby. Nie mam „ulubionej” wielkości, ponieważ każda posiada własny urok. Te monumentalne są wspaniałe bo zazwyczaj sam ich rozmiar wzbudza podziw, jednak ciężko postawić sobie je na „kredensie”. Małe z kolei są bardziej mobilne i mogą mieć więcej zastosowań nawet jako sztuka użytkowa. Wszystko jest kwestią gustu lub wynika z potrzeby danej chwili. Do tej pory wykonywałem prace, które mieszczą się w przedziale od trzech milimetrów do czterech metrów.

Wiele twoich prac na pierwszy rzut oka przypomina te wykonane przez H.R. Gigera. Na pewno spotkałeś się z takimi opiniami. Czy faktycznie Giger ma wpływ na twoją twórczość? Skąd czerpiesz inspiracje?

Tak. Często porównywano moje prace do H.R. Gigera. Nie ukrywam, że bardzo  mnie to cieszy. H.R był wspaniałym artystą tworzącym prace, które zapadły w pamięci wielu ludziom. A co najważniejsze, jego wyobraźnia wyszła daleko ponad nasze wyobrażenie. Co do inspiracji jego twórczością to szczerze nigdy nie chciałem nikogo naśladować. Jednak będąc wychowanym w epoce „Obcego”, „Terminatora”, „Gwiezdnych Wojen” czy „Predatora”, trudno nie inspirować się tą skarbnicą wiedzy i pomysłów. Porównałbym to do dziecka, które przyjmując wiedzę i  przyzwyczajenia swoich rodziców, w pewnym procencie nieświadomie powiela je będąc dorosłym. Nigdy nie poszukiwałem inspiracji. Zawsze w mojej głowie wrzało od nadmiaru pomysłów. Bardzo często żałowałem, że wykonanie rzeźby trwa tak długo. I dlatego nigdy nie miałem sprecyzowanej ostatecznej jej wizji. Każda praca jest kumulacją moich dotychczasowych przeżyć i przemyśleń w oparciu o sytuację fizyczno-psychiczną w jakiej się obecnie znajduję. Dlatego też wszystkie moje realizacje wykonane są tylko w jednych egzemplarzach. Z dnia na dzień bogatszy o nowe doświadczenia nie cofam się do przeszłości, tylko kroczę w przyszłość starając się być jeszcze bardziej dokładny i perfekcyjny. Największą inspiracją jest dla mnie świat, który obserwuję i analizuję. Ludzie i ich zachowania, działające na mnie emocje powstałe w wyniku koegzystencji z innymi. Wydaje mi się, że często przybieram postać lektora. Nie nauczyciela! Lektora, który chce przekazać pewną wiedzę. Pewną myśl – rozwiązanie. Tak jak ojciec uczy swego syna. Trudno myśleć tu o sytuowaniu go w kategoriach mędrca, ale można być pewnym co do jego dobrych zamiarów i szczerości. Chcę zwrócić uwagę na pewne sprawy, o których nie myśli się podczas codziennej gonitwy. Zwracam uwagę na rzeczy fundamentalne i dotyczące każdego z nas. Ukazuję wartości uniwersalne dając jednocześnie wolność własnej interpretacji.

Najczęściej powracającym motywem jest u ciebie czaszka. Jakie ma ona znaczenie?

Wielowątkowość moich prac jest nieprzypadkowa. Staram się aby każda moja rzeźba nie była jedynie słowem, nazwą czy jednym uczuciem. Chcę aby była całą historią. Opowieścią wciągającą nas w nasz własny świat fantazji i iluzji. Potrzebne do tego jest umiejscowienie odbiorcy w epicentrum zdarzeń. Ludzka czaszka jest symbolem nas samych. Człowieka, odgrywającego pewną rolę w opowieści. Pokazuje nam perspektywę patrzenia i umiejscawia nas w przedstawianym świecie. Z perspektywy antropologii ludzki szkielet to skarbnica wiedzy o naszym bycie i pochodzeniu. O naszej ewolucji i znaczeniu we wszechświecie.

Rzeźba więc jest dla ciebie nie tylko formą ekspresji ale i narracji. Większość z nich ma wiele frontów, można je oglądać i interpretować na kilka sposobów. Są wielowymiarowe.

Duża część z nich faktycznie może zostać postawiona w dowolny sposób. Czyli nie posiadają jedynej pespektywy. Zabieg ten w połączeniu z nagromadzeniem impulsów w postaci dodatkowych elementów lub wyeksponowanych szczegółów daje możliwość właściwie nieskończonej ilości interpretacji. Z mojej strony jest to celowe zagranie gdyż pozwala ono na dotarcie do szerszej publiczności. Jestem przekonany, że nie tylko kształt czy kolor sprawia, że dzieło nam się podoba. Zrozumienie historii i utożsamienie się z nią to klucz do naszych emocji. Nie staram się narzucać określonej interpretacji. Pozostawiam to każdemu indywidualnie. Każdy bowiem zobaczy to co sam chce zobaczyć.

Tworzysz głównie w różnego rodzaju drewnie. Czemu jest ono takie szczególne?

Drewno było pierwszym materiałem, w którym zacząłem tworzyć.  Stosunkowo łatwe do obróbki i ogólnodostępne.  Jednak urok drewna to coś więcej.  Za każdym razem, kiedy zaczynałem kolejną rzeźbę, początek pracy polegał na dokładnym przeanalizowaniu materiału, z którego miała powstać. Czasami trwało to nawet kilka dni. Nigdy nie rzeźbiłem w przygotowanym  wcześniej drewnie, czyli wysuszonymi i sklejonymi odpowiednio elementami  drewna doczepionymi w miejscach, w których założyłem wcześniej  odstającą nogę czy rękę. Wszystkie moje rzeźby wykonane są z jednego kawałka drewna, dlatego też z jednej strony ograniczony byłem rozmiarem i strukturą danego pnia, a z drugiej z miłą chęcią i z premedytacją wykorzystywałem wszelkiego rodzaju „anomalie” w postaci przerostów, sęków, konarów, nietypowych kierunków słoi  czy niekontrolowanych odkształceń.  Wszystko to w niesamowity  sposób wpływa na to, że każda rzeźba, tak jak każdy z nas jest jedyny w swoim rodzaju. Istnieje bardzo dużo gatunków drewna i każdy z nich posiada inne właściwości.

Miałem przyjemność rzeźbić, poza oczywiście występującymi w europie gatunkami, w takich egzotykach  jak np. merbau, bete, sapelli, mahoń, amarant, sipo, meranti. Każdy z nich odkrywał we mnie nowe możliwości i doświadczenia. Podczas rzeźbienia twórca wchodzi w „reakcję” z pniem z którego wydobywa uwięziony kształt. Przenika jego zapachem. Odłamki przedostają się do ust, do oczu. Szlifowany pył pokrywa skórę i włosy. Dłonie przesiąkają wydostającymi się sokami. Wszystkie wyostrzone zmysły odczuwają więź jaka tworzy się między powstającym dziełem, a twórcą.   Jest jak żeglarz zmagający się jednocześnie z pięknem natury ale i jej siłą. Mimo, iż drewno jest wspaniałym i niepowtarzalnym  surowcem, staram się wykorzystywać również inne materiały. Nowe technologie pozwalają na osiąganie niesamowitych efektów.  Mechanika, tworzywa sztuczne, energooszczędne i bezpieczne sieci oświetleniowe i wiele innych nowinek technologicznych pozwalają pokonywać kolejne bariery. Umożliwiają mi w całkiem nowy i w dotychczas nieosiągalny sposób dotrzeć do widza i pokazać mu świat w taki sposób w jaki chciałbym aby go zobaczył.

Na twojej stronie internetowej można zobaczyć zdjęcia, na których obrabiasz metale. Pierwsze wprawki w nowym materiale? Nowy projekt?

Praca w metalu nie jest mi obca jednak do tej pory nad tworzywami sztucznymi, metalami, gipsami itp. górowało jednak drewno. Zdjęcia z mojej strony faktycznie ukazują rąbek przygotowań do nowego projektu, który stanowić będzie swego rodzaju podsumowanie mojej dotychczasowej twórczości. Nie oznacza to oczywiście, że już nigdy nie wykonam takich rzeźb, ale ewoluuję w trochę innym kierunku formy, materiału i techniki. Nowe technologie i różnorodność surowców dają dużo większe możliwości i walory estetyczne. Dlatego też projekt ten będzie swego rodzaju wrotami ewolucji do następnego etapu mojego życia.

Czy na tej nowej ścieżce jest też miejsce np. na film, teatr? Idąc tropem Gigera, nie myślałeś o wykonaniu scenografii do jakiegoś fantastycznego obrazu, albo zaprojektowaniu kreatury, która na stałe przeszłaby do historii popkultury?

Miałem przyjemność poznania smaku pracy na planie filmowym. Z całą pewnością chciałbym zrealizować się również w tej materii. Niestety polskie kino omija szerokim łukiem produkcje filmowe typu science-fiction lub fantasy. Może to po prostu kwestia czasu? Stworzenie bohatera lub postaci filmowej to nic innego jak stworzenie rzeźby, nie kończy się jedynie na materialnej części. Tak jak człowiek. To nie tylko jego wygląd, a jeszcze charakter, historia, przekonania czy idee. Rzeźba poza materią to również zbiór cech indywidualnych będących częścią przekazu. Dlatego wykreowanie „istoty” pokroju dzieła Gigera, to według mnie marzenie każdego twórcy.

A co jest twoim największym marzeniem jako rzeźbiarza?

Mam wiele marzeń. Ale największym jest chyba stworzenie dzieła, które zapadnie w pamięci i stanie się, tak jak w przypadku Gigerowskiego Obcego „ikoną popkultury”. Mam taką nadzieję tworząc każdą kolejną pracę, ponieważ każda następna jest moim zdaniem coraz lepsza. Chcę pozostawić po sobie widoczny ślad. Aby mój przekaz był nieśmiertelny. Aby moje prace tak jak twórczość Picassa, Chopina czy Einsteina nigdy nie zostały zapomniane.

Oprócz tworzenia rzeźb jesteś też popularyzatorem tej dziedziny sztuki. Produkujesz i organizujesz wystawy, które często opierają się na bardzo oryginalnych wizualizacjach i efektach.

Cały czas zarówno podczas wykonywania prac jak i ich prezentacji kieruję się myślą, aby wykonywać  rzeczy niekonwencjonalnie i niepowtarzalne. Dlatego też moje wystawy to wielowątkowe i multidyscyplinarne wydarzenia. Łączę różnego rodzaju gatunki sztuki w celu wzbogacenia całego wydarzenia. Stosuję oprawę w postaci scenografii. Odpowiednio zaaranżowanej muzyki i światła. Ma to na celu stworzenie klimatu świata, o którym opowiadam.  Widz może głębiej przeżywać emocje, w momencie, kiedy doznaje więcej bodźców lub kiedy są one odpowiednio pobudzane. Przykładem tego są kina 4D lub różnego rodzaju symulatory.  Moje „wystawy” polegają na wejściu w świat fantazji a nie staniu z boku i bardzo często zastanawianiu się „Co autor miał na myśli?”.

Co teraz zaprząta twój czas? Jakie plany na przyszłość?

Obecnie pracuję nad autorską wystawą, która odbędzie się jeszcze w tym roku najprawdopodobniej w Warszawie. Będzie to swego rodzaju podsumowanie mojej twórczości w jak zwykle niepowtarzalnej aranżacji. Zaprosiłem do współpracy wspaniałych artystów z różnych dziedzin sztuki, którzy pomogą mi zmaterializować choć na chwilę świat Kreatorów. Świat „UNIVERSAL FORMS”.  Kolejny raz mam zamiar udowodnić, że sztuka może być ciekawa, a pojęcie „wystawa” nie zawsze musi kojarzyć się ze sztywną ekspozycją muzealną.

Disney/Marvel
Poprzedni

Michael Peña - Kochajcie swoje suczki [wywiad]

Egmont
Następny

Amerykański Wampir tom 3 – Krwiopijcy i naziści według Snydera [recenzja]

Paweł Deptuch

Paweł Deptuch

Miłośnik komiksów, scence-fiction, pulpy i kryminału. W latach 2004-2010 redaktor naczelny serwisu Carpe Noctem. Współpracował m.in. z Bicepsem, Czachopismem, Ziniolem, Kolorowymi Zeszytami, a swego czasu prowadził stałe kolumny związane z fantastyką w lokalnych periodykach. Od 2006 r. stały współpracownik miesięcznika Nowa Fantastyka. Autor kilku scenariuszy komiksowych i opowiadań. Legniczanin. Tata.