WYWIADY 

Roslund / Thunberg – Szwecja to kraj, gdzie wszystko zostaje w rodzinie [wywiad]

W latach 90. w Szwecji grasował gang zuchwałych bandytów okradających banki. Policja ścigała ich trzy lata. Okazało się, że gang założyli bracia. Blisko dwadzieścia lat później czwarty brat, który zamiast zostać gangsterem został scenarzystą, opisał historię swojej rodziny. „Rodzinny interes” właśnie ukazał się w Polsce, a my rozmawialiśmy z jego autorami – dziennikarzem Andersem Roslundem i bratem, czyli Stefanem Thunbergiem. Oto ich opowieść

Dzika Banda: Panowie to zacznijmy poważnie – ile jest w „Rodzinnym interesie” fikcji?

Anders Roslund: Trudno na to pytanie odpowiedzieć, bo w powieści fikcja bezustannie miesza się z rzeczywistością. Historia jest prawdziwa – niczego nie dodawaliśmy. Czasami tylko na potrzeby narracji modyfikowaliśmy. Sama konstrukcja powieści jest wymyślona na potrzeby fabuły. W rzeczywistości policja ścigała naszych bohaterów – braci Stefana – trzy lata. W powieści skompresowaliśmy wszystko do roku. Powieść otwiera sekwencja kiedy bracia dokonują zuchwałego napadu na wojskowy magazyn z bronią. Kradną ponad dwieście sztuk karabinów itp. To był największy skok na szwedzkie wojsko w historii. Tyle, że naprawdę bracia obrobili nie jeden magazyn, a dwa, kradnąc dokładnie taką samą ilość broni jaką opisaliśmy. No i rzecz najważniejsza – Stefan, który siedzi obok nas jest czwartym bratem. W powieści jest ich tylko trzech. W rzeczywistości to Stefan był tym średnim, który miał najlepszy kontakt z najstarszym. Tyle, że po prostu wypisaliśmy go z opowieści, więc de facto wszystko co w powieści przeżywa w relacjach z szefem gangu, średni brat, to tak naprawdę opis relacji jakie miał Stefan z Leo.

Stefan dlaczego wypisałeś się z tej powieści?

Stefan Thunberg: Bo nie byłem gangsterem. Nie brałem udziału w napadach. Nie było sensu rozbijać fabuły na tego czwartego, który stoi i przygląda się z boku.

AR: Ale nie kłamaliśmy – tylko zmieniliśmy postaci. W scenie kiedy ojciec z Leo robi bomby, którymi obrzuci dom matki, to Stefan wszystkiemu się przyglądał, a w książce zaś jest to Felix.

ST: Kiedy zdecydowałem się spisać historię własnej rodziny wiedziałem jedno – rozpieprzę wszystko na początek w drobny mak, a potem będę składał z takich elementów, które ułożą się w całość. Czasami dopisywaliśmy rzeczy – jak choćby to, co myślał mój brat strzelając podczas napadu w banku. Ta cała sekwencja z kobietą krzyczącą, z projekcją w głowie Leo – to fikcja. Nie wiem o czym myślał mój brat.

Powiedziałem Leo, że chcę dołączyć. Zgodził się. Przygotowywaliśmy wspólnie drugi skok. W tym samym momencie zacząłem studia na akademii plastycznej. I pękłem. Zadzwoniłem na jakieś dwa tygodnie przed skokiem, że się wycofuję, że nie dam rady.

Nie pytałeś?

Pytałem. Ale w tym wypadku chodziło mi zwyczajnie o zabieg narracyjny – ta scena dobrze komponuje się literacko.

Nie wmówisz mi że ta powieść, nie była dla ciebie formą terapii.

Nie mam nawet zamiaru twierdzić, że było inaczej. Tak – ta historia, to co zdarzyło się w moim rodzinnym domu, to rzecz, która sprawiła, że dziś jestem tym kim jestem. Człowiekiem przesiąkniętym obsesją na punkcie przemocy obawiającym się jej i od niej uciekającym. Na pewno połamanym, na pewno mającym inne niż większość ludzi wyobrażenie o relacjach. Tylko widzisz – miałem dwie opcje: albo usiądę i zmierzę się z rodzinnymi demonami, albo będę żył zamknięty w sobie. Przemoc w moim domu sprawiła, że uciekłem w opowieść, zacząłem opowiadać, zostałem scenarzystą. Kiedy historia moich braci stała się historią, którą żyła cała Szwecja wiedziałem, że w końcu kiedyś ją opowiem. Potrzebowałem tylko czasu. Kiedy zaczęliśmy pisać „Rodzinny interes” w pewnym momencie przeżyłem załamanie nerwowe. Powiedziałem Andresowi – koniec, nie mam już siły, to wszystko mnie przerasta, przygniata.

Grzebanie w otwartej ranie?

ST: Dokładnie. Wkładasz rękę tam gdzie boli i szukasz źródła bólu. Mierzenie się z demonami przeszłości w pewnym momencie mnie pokonało. Musiało minąć sporo czasu

AR: Chyba cztery miesiące…

ST: Jakoś tak, żebym uświadomił sobie co się stało.

Co się stało?

ST: Widzisz mój ojciec był dokładnie takim człowiekiem jak go opisałem. Miał obsesje na punkcie stworzenia czegoś na wzór klanu rodzinnego. Lał nas, pił, lał matkę i ciągle powtarzał – nigdy, ale to nigdy nie wolno ci obrócić się przeciwko rodzinie. A ja pisząc tę książkę – dokładnie to robiłem. Stanąłem przeciwko rodzinie, opowiadając o wszystkich jej sekretach. Minęło tyle lat…

A ty się go wciąż bałeś?

ST: Tak. Bałem, miałem w głowie jego nauki. Jako dorosły człowiek, który świadomie wybrał inną drogę niż reszta rodziny, wciąż żyłem z rodzinnym obciążeniem.  Dziś czuję się wolny. Nareszcie.

Od kiedy wiedziałeś, co robią twoi bracia?

ST: Szczerze?

rodzinny interes małeJak tylko to możliwe.

ST: O kradzieży broni wiedziałem od początku. Masę czasu spędzałem w domu Leo i słuchałem tego co mówili, słuchałem o przygotowaniach itp. Nie ukrywali przede mną niczego, bo tak nas wychowano. Wszystko zostaje w rodzinie. Więc mówili przy mnie wszystko. Potem był pierwszy skok. Przyszedłem do Leo dokładnie kilka minut po nim. Siedzieli w pokoju, na środku stołu leżał milion, który ukradli, a oni oglądali wiadomości, w których mówiono o napadzie na konwój, który zrobili. Leo zaczął opowiadać mi o tym co działo się przez te cztery minuty w samochodzie, o emocjach jakie temu towarzyszyły. Wiesz co jest najdziwniejsze?

Co?

ST: Że nie czułem strachu, a bardziej poczułem się wykluczony. Tu znów nauki ojca wróciły – rodzina zrobiła coś wielkiego, a ja nie brałem w tym udziału. Było mi źle.

I co postanowiłeś zostać gangsterem?

ST: Tak. Powiedziałem Leo, że chcę dołączyć. Zgodził się. Przygotowywaliśmy wspólnie drugi skok. W tym samym momencie zacząłem studia na akademii plastycznej. I pękłem. Zadzwoniłem na jakieś dwa tygodnie przed skokiem, że się wycofuję, że nie dam rady.

I?

ST: I co – Leo powiedział, nosz kurwa nie mogłeś powiedzieć wcześniej? Teraz muszę cały skok planować od nowa. Tyle – więzi braterskie wybaczą wszystko.

Kiedy twoich braci ścigała cała policja Szwecji nie miałeś ochoty zadzwonić na policję i dla ich dobra, żeby nie zginęli w obławie, powiedzieć kim są i gdzie się ukrywają.

ST: Chciałem. Bałem się o nich. Ale nigdy tego nie zrobiłem. Więzi nie pękają.

Nie masz wrażenia, że to ironia losu – gangsterskie życie jakie wybrali twoi bracia, stając się najsłynniejszymi rabusiami w historii Szwecji, było formą ucieczki od ojca alkoholika stosującego przemoc. Taką drogą na skróty ku lepszemu życiu, tylko że przez przemoc.

ST: To jest kurewsko ironiczne i w jakiś dziwny, chory sposób też zabawne. Jeśli doświadczasz takiej ilości przemocy jak my, masz w życiu dwie drogi – każda jest ucieczką, tyle że jedna wykorzystuje narzędzie, które podarował ci tatuś, druga nie. Mój brat organizując gang chciał wyrwać się z zaklętego kręgu biedy, przemocy i beznadziei. Tyle, że uciekał do lepszego życia stosując mechanizmy jakie znał. Przemoc i terror. Ja poszedłem tą inną drogą. Nigdy nie zapomnę nocy, dwadzieścia lat temu tuż przed świętami. Późno wróciłem. Włączyłem telewizję. Na każdym kanale wiadomości nadają, że policja ściga trzech bandytów odpowiedzialnych za szereg zuchwałych napadów na banki. Padał śnieg. Uciekali samochodem. Ukryli się w domu w lesie. Otoczyła ich policja. Rozpoczęła się strzelanina. Wyłączyłem telewizję. Zasnąłem. Tuż przed snem pomyślałem. Rano się obudzę i będę sam. Dziś w nocy ich zabiją.

Przerażające.

ST: Słuchaj dalej. Okazało się, że mój najmłodszy brat wycofał się z napadu w ostatniej chwili, więc Leo musiał znaleźć zastępstwo. Kogo znalazł? Tak, kurwa, naszego ojca. Tego samego, który nas lał, który sprawił, że stali się tym kim się stali. Oto niemal szekspirowski finał gangu – syn i ojciec w śniegu, ostrzeliwani przez policję, pierwszy raz w życiu powiedzieli sobie co tak naprawdę o sobie myślą. Kurewski paradoks całej tej sytuacji polegał na tym, że mój brat, który całe życie uciekał przed ojcem w finale wpadł w ręce policji razem z nim.

AR: Życie to wybór. Jestem synem alkoholika, który katował rodzinę, ale wybrałem inną drogę.

Każdy z nas staje przed takim wyborem.

AR: Ale nie każdy go podejmuje. Lub inaczej – podejmuje go tak jak uważa, że dla niego jest dobrze.

Andres może świadomie zrezygnowałeś z przemocy, ale przecież jesteś dziennikarzem zajmującym się przemocą. Piszesz o niej, obserwujesz policję, piszesz reportaże o zbrodni. Przemoc jest w nas.

AR: Ale inaczej skanalizowana. Zmieniliśmy zasady – znając przemoc możemy z nią walczyć pisząc o niej. Wiesz co – udzielaliśmy wywiadu jednej pani, która zarzuciła nam, że wszystko co złego dzieje się z naszymi bohaterami zrzucamy na dzieciństwo i że to taki prosty klucz do tłumaczenia…

Włączyłem telewizję. Na każdym kanale wiadomości nadają, że policja ściga trzech bandytów odpowiedzialnych za szereg zuchwałych napadów na banki. Zasnąłem. Tuż przed snem pomyślałem. Rano się obudzę i będę sam. Dziś w nocy ich zabiją.

Dziwne – wydawało mi się, że w dużej mierze, w rzeczywistości, dzieciństwo i to jak je przeżywamy kształtuje naszą świadomość. Że trudno się odciąć od tego co było.

ST: Jestem absolutnie przekonany, że musiałem najpierw zachować się tak jak się zachowałem, być bratem, który chce wziąć udział w napadzie, żeby dojrzeć do tego by powiedzieć – nie. Ale żeby powiedzieć nie musiałem pewnej nocy myśleć o tym skąd jestem, co przemoc zrobiła w moim życiu i podjąć decyzję. Wiesz co jest straszne – że mój ojciec był na tyle pierdolnięty na punkcie rodziny, że kiedy Leo i reszta się od niego odsunęła, jedyną opcją i możliwością dla niego do ponownego zbliżenia się do synów, było… przystąpienie do gangu. Przeraża mnie to ilekroć o tym myślę.

Panowie na koniec jedna rzecz – mamy wciąż boom na skandynawskie kryminały. Wciąż świat czyta Szwedów, Norwegów, a Szwecja w powszechnym wyobrażeniu to kraina szczęśliwości, w której zbrodnia zdarza się w powieściach, a wszyscy radują się z socjalu. Wasza powieść i wasze życiorysy to inne oblicze Szwecji. To w końcu brud patologii, nie tej wymyślonej a istniejącej w samym sercu idealnego społeczeństwa.

ST: W Szwecji wszystko zostaje w rodzinie. Popatrz na moich braci – myślisz, że dlaczego tyle lat nikt nie widział co robią? Bo dbali o pozory. Prowadzili świetnie prosperującą firmę, byli mili, każdy ich lubił. A nocami planowali skoki. Obłuda szwedzkiego społeczeństwa idealnie odbija się w naszej historii.

AR: Wychowałem się w blokowisku. Blokowiska w Szwecji powstały w latach 70. kiedy rynek mieszkaniowy się załamał i okazało się, że ludzie nie mają się gdzie podziać. Wtedy rząd powiedział – wybudujemy milion mieszkań. I wybudowali. Potem nadeszły lata 90. kryzys finansowy w Szwecji, otwarte granice a blokowiska budowane zgodnie z planem milion mieszkań zamieniły się w getta. Regularne getta. Ponad pięćdziesiąt procent ich mieszkańców to bezrobotni, ponad pięćdziesiąt procent ich mieszkańców to analfabeci, którzy nie ukończyli żadnej szkoły. Trzydzieści procent mieszkańców to imigranci. Teraz na tych blokowiskach rządzą młodzieżowe gangi, a największą życiową ambicją tych dzieciaków jest trafić do więzienia. Bo bycie kryminalistą nobilituje w społeczeństwie. W samym Sztokholmie masz siedemnaście gangów, których członkowie budują swoją wiarygodność ilością odsiadek. Więc – tak nasza powieść mówi o innej Szwecji niż inne kryminały. Mówi o tej którą znamy i w której się wychowaliśmy.

ST: Musisz też pamiętać o jednym – ta Szwecja, gdzie roi się od seryjnych zabójców, wymyślnych zbrodni i superprzestępców, to Szwecja wymyślona przez pisarzy, których noga nigdy nie stanęła na osiedlu. Każdy z nich pochodzi z dobrych rodzin, są bogaci, dobrze wykształceni. Piszą o tym co nie istnieje i taki wizerunek Szwecji kreują. Prawda jest inna. Ale jak mówiłem – w Szwecji wszystko zostaje w rodzinie.


Anders Roslund jest wielokrotnie nagradzanym dziennikarzem śledczym, jednym z najlepszych szwedzkich twórców kryminałów naszych czasów. Roslund pisze w duecie Roslund & Hellström, który zdobył wiele prestiżowych nagród między innymi CWA International Dagger, Glass Key oraz Swedish Academy of Crime Writers’ Award. Może pochwalić się sprzedażą ponad 5 milionów egzemplarzy i znajduje się w gronie najlepiej sprzedających się autorów „New York Timesa”. Filmy i seriale telewizyjne na podstawie powieści duetu Roslund & Hellström produkowane są zarówno w Hollywood jak i w Europie. Rodzinny interes jest siódmą powieścią Andersa Roslunda, ale pierwszą w duecie ze Stefanem Thunbergiem.

Stefan Thunberg jest jednym z najpopularniejszych skandynawskich scenarzystów. Pracuje przy ekranizacji szwedzkich kryminałów Henninga Mankella o inspektorze Wallanderze i Håkana Nessera, których bohaterem jest Van Veeteren. Pisał również scenariusze do najbardziej kasowych szwedzkich filmów ostatnich lat: Hamilton: W interesie narodu oraz Łowcy 2. Rodzinny interes to debiut powieściowy Stefana Thunberga.

Otwarte
Poprzedni

Złe psy: po ciemnej stronie mocy - literacki Pitbull [recenzja]

1908
Następny

Two-Lane Blacktop - w pogoni za cieniem [recenzja]

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Brak komentarzy

Dodaj komentarz