WYWIADY 

Salla Simukka – przemoc szkolna to nie koniec świata [wywiad]

Salla Simukka, fińska pisarka, której cykl o Lumikki Anderson przetłumaczono już na 37 języków, nam opowiada o pisaniu kryminałów dla młodzieży, szkolnej przemocy i tym, dlaczego jej książki nie ukażą się w Rosji.
  

Dzika Banda: Kryminał dla młodzieży oparty na motywach z królewny Śnieżki… Sama przyznasz, że taki opis brzmi…  

Salla Simukka: Dziwacznie! Tak jest! Ale po kolei. Wszystko zaczęło się od tego, że nigdy do tej pory nie pisałam kryminałów. Podczas targów we Frankfurcie odwiedziłam jedną z tamtejszych księgarni, gdzie znalazłam pięknie wydane baśnie braci Grimm ze Śnieżką na okładce. I nagle, patrząc na tę książkę, w mojej głowie pojawił się idealny tytuł dla kryminału: „Czerwone jak krew”! Kiedy wymyśliłam tytuł stwierdziłam, że tak tego zostawić nie mogę, bo przecież taki tytuł aż prosi się o kontynuację, czyli „Białe jak śnieg” i „Czarne jak heban”. Więc w głowie już miałam trylogię i gatunek. Jednego byłam pewna – pisząc opowieść inspirowaną Śnieżką nie miałam ochoty ani tworzyć reinterpretacji baśni, ani jej współczesnej wersji. Co więcej uparłam się, że nie będę sięgała po żadne elementy fantasy. Nie będzie złych macoch, czarów i luster. Ta seria z założenia miała być realistyczna. A potem pojawiało się imię bohaterki – Lumikki (które po fińsku znaczy tyle, co Śnieżka – przyp. red.). To prawdziwe imię, choć w Finlandii nie nosi go zbyt wiele dziewczynek. Sprawdziłam – ponad dziesięć.

Poczekaj – to znaczy, że zaczynasz pisanie powieści od tytułu?

Tak! Znaczy nie zawsze (śmiech). Z tą trylogią to w ogóle było dziwnie.  W sensie – na pisanie jednego tomu miałam jakieś trzy miesiące. W Finlandii każda część ukazywała się w półrocznych odstępach. Co narzuciło mi mordercze tempo! Ale opłaciło się – w sensie nie myślałam za dużo nad tym, czy to najlepsza moja książka, albo najgorsza rzecz, jaką kiedykolwiek napisano. Po prostu siadałam i pisałam. A uwierz mi – miewam takie chwile, kiedy wątpię we wszystko, co robię. Odwrotne także. (śmiech). Zazwyczaj wtedy potrzebuję chwilę, aby uświadomić sobie, że nie jest to ani najlepsza ani najgorsza rzecz a mi zwyczajnie odbija. Z cyklem o Lumikko było jeszcze o tyle zabawne, że dostałam zaliczkę na całość, więc pisałam pierwszy raz w życiu książki, które zaplanowano, reklamowano (no i zapłacono mi za nie) a ja jeszcze nie miałam choć zdania z ich treści.

Mówisz, że zależało ci na tym, aby trylogia o Lumikki była realistyczna. Czy to znaczy, że konstrukcję fabularną i wszystkie ponure zdarzenia, jakie mają miejsce w życiu Lumikki oparłaś na opowieściach o życiu nastolatków w Finlandii?

No coś ty! Chodziło mi raczej o taki realizm, z jakim mamy do czynienia w filmach z Jamesem Bondem. To jest świat pozbawiony zdarzeń nadprzyrodzonych, choć oczywiście pełen niezwykłych zwrotów akcji, niemal fantastycznych sytuacji itp. Tyle, że u mnie nie ma miejsca na magię itp. Ale wiesz co – kilka osób już pytało mnie o to, czy moja trylogia daje jakiś pogląd na to jak wygląda życie nastolatków w Finlandii. Mam nadzieję, że nie.

Może i nie daje poglądu na życie nastolatków, ale jest pośród nich niebywale popularna. Twoja trylogia o Lumikki to jeden z największych fińskich bestsellerów.

Powiem szczerze – kiedy siadam, piszę przede wszystkim dla siebie i nie myślę nigdy o tym, czy to się komuś spodoba czy też nie.  W tym przypadku także tak było. Dopiero kiedy powieści zaczęły się ukazywać, okazało się że niektóre dzieciaki zaczęły gratulować mi tego, jak świetnie oddałam w książce klimat szkolnego osaczenia i padania ofiarą tzw. „byczków” klasowych. Osiłków, którzy nabijają się ze słabszych itp. I z tego bierze się chyba fenomen popularności tej serii – w bohaterce odnajdują się nastolatki.

A ty? Nie korzystałaś z własnych doświadczeń?

Jeśli pytasz o to, czy wrzuciłam tam wątki autobiograficzne to – nie. Niestety. Choć oczywiście Lumikki to ja – ale w tym sensie, że urodziła się w mojej głowie, wszystko, co się z nią dzieje, to moja zasługa, żyła ze mną przez lata itp. Ale nie ma w niej mojego życia osobistego.

Znaczy nikt w szkole ci nie dokuczał?

Dobra – masz mnie. Tak, dokuczano mi. Więc trochę skłamałam. Wiedziałam, o czym piszę, ale to naprawdę jedyna rzecz w całej trylogii, która jest quasi-autobiograficzna.  Ale ważna, bo jeśli utożsamiają się z nią dzieciaki, to znaczy tyle, że powoli oswajają się ze swoim problemem, rozumieją to, że nie są pierwsze, które doświadczają przemocy w szkole i wiedzą, że jest życie po przemocy.

A nie jest tak, że twoje pisanie to właśnie efekt tych doświadczeń? Że uciekłaś przed przemocą i odtrąceniem w książki? Debiutowałaś bardzo młodo – miałaś osiemnaście lat.

Pewnie tak było. Znaczy – na pewno tak było. Literatura była moją odskocznią od życia w szkole i nie mogę temu zaprzeczać. Ale to nie do końca tak, że zaczęłam pisać, bo byłam prześladowana. Zawsze kochałam pisanie i czytanie. To, co działo się w liceum, tylko wzmocniło tę więź.

Czytałaś swoje książki młodzieńcze?

Nawet ostatnio.

I co?

I cóż – byłam młoda (śmiech). Nie wypieram się ich, ale cieszę się, że dojrzałam i dziś w pełni panuję nad warsztatem, a przede wszystkim nad konwencją. Piszące dzieciaki, może i myślą o tym, że wiedzą, co to konwencja, ale… Nie… Przykro mi, mając lat osiemnaście nasza wiedza jest, nazwijmy to subtelnie – malutka.

Pisanie kryminału dla młodzieży ogranicza? Myślisz o tym, co możesz napisać a z czym musisz się hamować? Narzucasz sobie autocenzurę?

I tak, i nie. Ogranicza, bo nie możesz opisywać krwawych morderstw, okaleczania itp., ale w moim przypadku o tyle nie miało to zastosowania, że mnie – pisarkę, nigdy nie interesowało tworzenie dosłownych światów pełnych dosłownie opisanej zbrodni. Wolę zawieszać trochę akcję i pozostawiać pewne rzeczy wyobraźni czytelnika. Zresztą sama nie lubię historii, w których ktoś z całych sił stara się nie tyle, co zaskoczyć, a szokować.

Twoje książki – choć faktycznie pozbawione dosłownego okrucieństwa – pełne są jednak wydarzeń, które nie kojarzą się stricte z literaturą dla młodzieży. Sekty, brudne pieniądze, zbrodnia – w świecie, w którym Disney próbuje wprowadzić nakaz usunięcia papierosów z takich bajek jak „101 dalmatyńczyków” to mogą niebawem stać się zakazane.

Fakt – paranoja poprawności politycznej wkroczyła w opowieści dla dzieci i młodzieży, ale bez przesady. Znaczy póki co, nikt mi powieści nie cenzurował, nie mówił, że mam coś wyciąć, złagodzić. Choć nie – przepraszam. Była jedna dziwna sytuacja – w Rosji. Wydawnictwo kupiło prawa do wydania i… zawiesiło wydanie. Nikt nie wie dlaczego itp. Po prostu kupili i wsadzili do szafy. I z tego, co się orientuję, nie ma to nic wspólnego z kondycją finansową wydawcy, czy trudnościami w tłumaczeniu. Podobno – ale to tylko domniemania, chodzi o pewne elementy fabularne, które się nie spodobały. Konkretnie chodzi o wątek homoseksualnego romansu. W Rosji homoseksualizm obecnie wywołuje gigantyczne kontrowersje, a co za tym idzie powieść młodzieżowa, w której pojawia się motyw takiego romansu skazana jest na zapomnienie.

W materiałach prasowych można przeczytać, że twoje powieści przetłumaczono na 38 języków…

(Śmiech) To trzeba sprecyzować. Sprzedano prawa na 38 języków, ale przetłumaczono na 37! (Śmiech)

Mucha Comics
Poprzedni

Sprawiedliwość - pięknie namalowany crossover [recenzja]

materiały prasowe
Następny

Polskie konwenty fantastyki - instrukcja dla laika

Robert Ziębiński

Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

1 Comment

  1. M.
    2015-08-25 at 11:08 — Odpowiedz

    Bardzo ciekawy wywiad! Proszę o więcej takich!

Dodaj komentarz