WYWIADY 

Salvador Sanz – Niekoniecznie trzeba iść do szkoły, żeby nauczyć się rysowania [wywiad]

Z Salvadorem Sanzem, autorem komiksu Szkielet, rozmawiamy o  pracy twórczej, argentyńskim rynku komiksów i wegetarianach w postapokaliptycznym świecie.

Na początek zapytam o to, o co inni pytają na koniec: odrywam cię na chwilę od pracy twórczej. Nad czym teraz pracujesz?

Rysuję nowy komiks z bohaterami Szkieletu, będzie nazywać się Koniec wszelkich gatunków. Jednocześnie zaczynam ilustrować kolejne opowiadanie Lovecrafta zatytułowane Duch ciemności.

Komiks Szkielet jest pierwszym pełnometrażowym komiksem twojego autorstwa, jaki ukazuje się na polskim rynku. Zresztą w miesiąc po premierze w Argentynie. Czy komiks ten określiłbyś jako typowy pod względem narracji i sposobu wykonania, czy też różni się czymś od poprzednich twoich dokonań, tj. np. Nocturno czy Legion?

Myślę, że jest inny. Pod względem wizualnym jest mniej wyidealizowany, raczej jest to estetyka punk, która ma stworzyć postapokaliptyczny klimat. Sama historia znacznie się różni. Początkowo Szkielet zrodził się jako komiks akcji z horrorem w tle, ale przekształcił się w coś znacznie bardziej złożonego. Pierwszy tom to zamknięta fabularnie prezentacja realiów, w jakich funkcjonują bohaterowie. W drugim, będę pogłębiać historie samych bohaterów, stanie się bardziej ezoteryczny i jednocześnie będzie wyraźniej ukazywać podobieństwo do innych moich prac.

W Szkielecie widzimy epizod z życia ostatnich wegetarian w postapokaliptycznym Buenos Aires. Czy tworząc ten komiks chciałeś pokazać przygodową historię grupki bohaterów ściganych przez zmutowanych mięsożerców, czy też chciałeś zabrać głos w debacie wokół tematu wegetarianizmu, przewrotnie nawoływać  do ekologicznego stylu życia i etycznego traktowania zwierząt? A może nadinterpretuję?

To komiks fantastyczny. Starałem się stworzyć oryginalną opowieść, ale temat wegetarianizmu jest w dzisiejszych czasach bardzo ważny i chciałbym, aby ludzie myśleli o tym. Zależy mi na pobudzeniu czytelnika do refleksji.

Jesteś wegetarianinem  ?

Nie, nie jestem.

Twoje komiksy często zawierają odważne sceny, np. metamorfoz i mutacji ludzkiego ciała, przeistaczania się jednych istot w inne. Przypominają mi czasami prace Geigera. Skąd czerpiesz inspiracje do kreowania swoich mrocznych światów?

Czytałem dużo komiksów europejskich, argentyńskich, interesowałem się również mangą, ale to muzyka i kino są moimi głównymi źródłami inspiracji. Giger? Owszem, wywarł na mnie ogromny wpływ! Również bardzo mi się podoba styl polskiego malarza, Beksińskiego.

Jak mi się zdaje dokonałem właściwego wyboru zlecając ci narysowanie epizodu do Dziupla do antologii Praga Gada. O pokoju.  Pamiętam, że zaraz po przesłaniu rysunków nie byłem zadowolony z wyglądu postaci szatana. Teraz po ponad roku od wydania tej publikacji nie zamieniłbym go na żadnego innego. Jak wspominasz pracę nad tym szortem? Coś sprawiło ci trudność, poza moim grymaszeniem?

Hahaha! Tak! Pamiętam te dyskusje na temat wizerunku szatana. Cieszę się, że ostatecznie nie rozczarowałeś się. Czasem moje szkice nie są zbyt klarowne, ale końcowy rezultat jest całkowicie odmienny. Było to dla mnie wspaniałe doświadczenie! W dodatku mogłem zrobić komiks w kolorze, a ostatni raz miałem taką możliwość przy pracy nad Legionem.

Jak wygląda scena komiksowa w Argentynie? Czy jest wielu rysowników i wydawców?

Mniej więcej 10 lat temu zaczęła się dosyć mocno rozrastać. Powstało wiele, małych, niezależnych wydawnictw, które mają swoich autorów. Nie jest to najważniejsza gałąź wydawnicza, ale ciągle istnieje, a w dodatku powstaje sporo dobrych prac.

W Polsce ciągle pokutuje przekonanie że komiks to medium dla osób niedojrzałych, dla dzieci. Paradoksem tej sytuacji jest zresztą fakt, że komiksy dla dzieci kiepsko się sprzedają. Jak jest w Argentynie? Czy w kraju w którym żyje ponad 41 mln ludzi jest wielu czytelników komiksu?

Tutaj dobrze sprzedaje się humor graficzny. Rynek komiksu jest raczej małym gettem. Nakłady przeciętnie to 2000 egzemplarzy, niektóre ukazują się w większym nakładzie, inne w mniejszym. Bardzo popularne są komiksy z USA.

Jak długo zajmuje ci wykonanie planszy do komiksu? Szkielet jest narysowany niezwykle precyzyjnie, a jedna z plansz jest nawet rozłożona na 2 stronice. Wygląda jak dzieło XIX wiecznego mistrza suchej igły.

Namalowanie jednej strony zajmuje średnio 3 dni, czasem więcej, jak na przykład ta plansza, o której wspominasz. Czasem dużo czasu zabiera rozrysowanie głównej idei, często nakreślam mnóstwo odmiennych szkiców.

Jak to się stało że zostałeś rysownikiem. Od początku wiedziałeś, że chcesz iść tą drogą? Czy rodzice wspierali cię w tym postanowieniu?

Moi rodzice zauważyli moje umiejętności manualne i nie sprzeciwiali się studiom na Akademii Sztuk Pięknych. Od zawsze maluję, a komiks stał się najlepszym sposobem na przekazanie moich pomysłów i ujawnienie mojego osobistego świata.

Jakie miałbyś praktyczne wskazówki dla tych, którzy dopiero zaczynają tworzyć komiksy i często towarzyszy im frustracja, że ręka, twarz, czy perspektywa nie wygląda jak by tego oczekiwali?

Muszą mieć swoich mistrzów i od nich się uczyć, a także codziennie, przez wiele godzin, szkicować. Jeśli perspektywa nie wychodzi tak jak to sobie zaplanowali, to trzeba się z tym zmierzyć i malować cały czas tła aż w końcu samo wyjdzie.  Niekoniecznie trzeba iść do szkoły, żeby nauczyć się rysowania.

Pytania zadawał: Przemysław J. Olszewski (Fundacja Animacja)
Tłumaczyła: Aleksandra Czerniawska
Egmont
Poprzedni

Avengers #3: Preludium Nieskończoności - za dużo wody w benzynie [recenzja]

Egmont
Następny

Amerykański Wampir tom 6 - Głęboki oddech [recenzja]

REDAKCJA

REDAKCJA

Brak komentarzy

Dodaj komentarz